Po Summer Dying Loud 2018

   Tegoroczny Summer Dying Loud to już 10 edycja muzycznej jatki na zakończenie lata. Ta dwudniowa impreza już na dobre wbiła się w kalendarz, lecz mi było dane trafić tam po raz pierwszy. Trochę badawczo zbierałem się na Głośno Umierające Lato, bo to człowiek już swoje lata ma, a że droga daleka itp..., itd... Pomogła tęsknota za dobrą muzą, bo tak rodzą się dobre decyzje! Padło na dzień pierwszy SDL-a.
 W tydzień zebrałem 3-osobową ekipę i jazda! Te 5 godzin wymęczyło nas troszkę, ale prawdziwe przyjemności rodzą się w bólu. Przez zatkaną Warszawkę, A2 i Aleksandrów Łódzki uciekły nam dwa pierwsze zespoły. Najbardziej żaluję Mentor'a, na którego poluję już trochę czasu. Przyjdzie mi jeszcze poczekać na ten śląski kwartet. 
  Weszliśmy gdy pogrywali stonerowcy z Weedpecker. Po kilku kawałkach uznaliśmy zgodnie, że to dobry czas, by uzupełnić płyny, tym bardziej że ogrody zapraszały gwarem metalowej braci i zapachami ciepłego żarła. Tu trzeba znowu przyklasnąć organizatorom, bo stoisk było oooochooo, choooo, albo i więcej. Każdy mógł znaleźć se swój kącik, a do browca też nie trzeba było długo czekać.
 Po obu stronach szołowiska zorganizowano stoiska z różniastym merch-em. Znalazło się między innymi miejsce na mini galerię, której autorami byli Michał Kwiatkowski (Virago) i Natalia Nowacka (Sacrif), a dołączyli do nich Julia Yousif i Anna Jarzyńska. Był też tattoo-kącik (Strzyga Tattoo), gdzie można było strzelić se dziar, wbić kolca lub po prostu pogadać. 
Żeby nie było, że przyjechaliśmy na zakupy, czy też zwiedzanie, ale tak to świetnie rozmieszczono, że wizyty w różnych miejscach koncertowego pola pozwalały zerkać co proponują sprzedawcy i co się dzieje na scenie, a tam już działo się, bo właśnie zainstalowali się Czesi z Malignant Tumour.  Ta naładowana energią czwórka rozkręciła niezły młyn pod sceną. Metalowo-punkowy rock'n roll ściągnął sporo ludzi pod scenę. 
Po blisko godzinnym secie przyszła pora na holenderskich klimatowców - Dool Ponad godzinny set spodobał się ludziskom spragnionym muzy artystycznej, progresywnej i mocno klimatycznej. Energetyczna Ryanne dodawała kilka dobrych KiloWatóW całemu występowi. Jednak my czekaliśmy aż poleje się KREW

 

 Incantation nastąpiło i piekło się rozpętało!  Ten piwniczny death metal był miodem dla moich uszu. Długo czekałem na tych amerykańców i dostałem co chciałem. Krwiste dźwięki waliły mi w klatę niczym młot, i nawet nie przeszkadzało mi, że wokal John'a był za słabo nagłośniony. Nie spodziewałem się jednak, co nastąpi za chwilę.

 Po dłuższej przerwie, dzięki, której nasze zdrewniałe kości odpoczęły, pojawił się Entombed A.D.  Nie ukrywam, że taka jazda mnie zaskoczyła. Petrow niczym rozbawiony żul owładnął scenę. Jego głos jest po prostu WIELKI! Szwedzi zagrali bardzo przekrojowy repertuar, a nowe wersje kawałków z lat 90-tych zachęcały do ruszenia pod scenę. Nie będę spierał się kto pozamiatał, ale dla mnie był to Entombed A.D.                                          

 Choć to nie był ostatni zespół tej nocy dłużej już nie mogliśmy zostać. Droga długa przed nami. Kilka dźwięków warszawskiej Sunnaty i w drogę!!! To był niesamowity dzień. Spotkani kumple, muza i ten nieodżałowany KLIMAT. Wiem, że działo się dnia drugiego, oj działo. Spodziewałem się tego, lecz w życiu tak bywa, że czasem trzeba podejmować mniej przyjemne decyzje. Mam nadzieję, że w przyszłym roku nadrobię to i przypomnę sobie ten KLIMAT.

  https://www.facebook.com/SummerDyingLoud/ 

 

     

© Brutaleast | Design by: LernVid.com