Na progu 2020

Początek roku to najlepszy moment na przypomnienie muzy z roku 2019. Nie będę próbował oszukiwać, że obiektywnie przybliżę 10 najlepszych z najlepszych, ale będą to Ci, którzy skopali mi dupsko niemiłosiernie, a którzy jeszcze nie pojawili się na stronie BEF'a. Specjalnie pominąłem TYCH wielkich, bo o nich piszą wszyscy, a więc oto w kolejności alfabetycznej ci MNIEJSI:
CALL OF THE VOID-Buried In Light To 3 album Amerykanów, którzy muzycznie łączą grind-HC-sludge. CAPILLA ARDIENTE-The Siege To 2 album Chilijskiego kwintetu, który choć wpasowany jest w epic-doom szufladkę, to brzmieniem i południowoamerykańką agresją wyrywają się z niej. DEATH WOLF-IV Come The Dark To 4 album Szwedów, który mistrzowsko łączy mroczną rockową melodykę z punkową drapieżnością. HATH-Of Rot And Ruin To debiut Amerykańskich death metalowców, ale to mrok i złowieszczość wyróżnia ich. HIDEOUS DIVINITY-Simulacrum Skoro o Hour Of Penance już było, to nie mogło zabraknąć miejsca dla innych Włoskich mistrzów death metalu. KRYPTS-Cadaver Circulation To 3 płyta Fińskiego death-kwartetu, która wyróżnia się mglistą zgnilizną. NIGHTFELL-A Sanity Deranged To 3 odsłona Amerykanów i moim zdaniem najlepsza. Królowie piwnicy śmierdzącej diabłem. PANZERFAUST-The Suns Of Perdition Kanadyjczyków pokochałem od The Lucifer Principle. Niby black, ale jakże śmiercionośny. TARGET-Deep Water Flames W taki sposób tech-death mogli zagrać tylko Chilijczycy, bomba! VORTEX OF END-Ardens Fvror Choć to 3 płyta Francuzów, ja trafiłem na nich po raz pierwszy i porazili mnie swoją wizją czarnej śmierci.

© Brutaleast | Design by: LernVid.com