Biały pomaga Artiemu

 

Data: 16 sierpnia 2014

Miejsce: ACK Sepularium, Białystok

Zagrali: Enfeeblement, Dormant Ordeal, Othermind, Thy Disease, Nammoth, Cinis

Koncerty charytatywne mają to do siebie, że potrafią jednoczyć. A kiedy idzie o koncert metalowy, którego celem jest zbiórka pieniędzy dla muzyka, lub kogoś ze środowiska, to można z góry zakładać sukces, wszak nie od dziś wiadomo, że metalowa brać potrafi jak nikt zjednoczyć się dla sprawy. Taka właśnie myśl przyświecała zapewne organizatorom koncertu, jaki odbył się w sobotę 16 sierpnia w białostockim ACK Sepularium, pod wiele mówiącym hasłem „Biały pomaga Artiemu”. Tym razem środowisko jednak nie odpowiedziało na wezwanie w stopniu pozwalającym na ogłoszenie sukcesu.



Kim jest cichy bohater akcji - Arti - wie wielu, a jeśli ktoś nie wie, to Arti, czyli Artyom Serdyuk jest muzykiem pochodzącym z Białorusi, który związany był z kilkoma formacjami, w tym np. Thy Disease - gośćmi białostockiego koncertu, czy też Deathbringer i Disloyal. Arti zmaga się z ciężką i wyniszczającą chorobą, jaką jest wirusowe zapalenie wątroby typu C, a jej leczenie jest trudne, czasochłonne i kosztowne. Pieniądze zebrane podczas tego i poprzedzającego go koncertu w Warszawie miały trafić i zapewne już trafiły do rąk Artiego, aby wspomóc jego leczenie. Cel szczytny, zestaw zespołów grających solidny, więc dlaczego do Sepularium zawitała zaledwie garstka ludzi? Trudno zgadnąć. Sobota wieczór, bilety niezbyt drogie, dużo dobrego metalu... Szkoda. A na pierwszy ogień wystawieni zostali pochodzący z okolic Białegostoku - Czarnej Białostockiej, grind/death metalowcy z Enfeeblement (www.facebook.com/Enfeeblement), którzy powracają do aktywności koncertowej po krótkim odpoczynku z nowymi siłami, nowymi kompozycjami, które mogliśmy tego wieczora usłyszeć i nowym basistą, który wniósł wiele dobrego do zespołu. Jego gra robi wrażenie, jest efektowna, ale też wzbogaca brzmienie, czy to charakterystycznym klangiem wybijającym się ponad ścianę dźwięku reszty załogi, czy krótkimi popisami w chwilach przerw. Sporo jazzowych, technicznych zagrywek rokuje dobrze na przyszłość i daje nadzieję na solidny, bardziej techniczny materiał, nad którym zespół ciągle pracuje myśląc o pierwszej w dorobku płycie. Trzymam kciuki!

Jako drudzy z kolei na scenę wkroczyli przybysze z dalekiego Krakowa, czyli formacja Dormant Ordeal (www.facebook.com/dormant.ordeal) istniejąca od dziewięciu lat, mogąca pochwalić się wydaną własnymi siłami w minionym roku debiutancką płytą. Death metal prezentowany przez południowców to granie bardzo nowoczesne, na czasie, ale z elementami klasycznego, brutalnego łomotu. Nie znałem dorobku grupy wcześniej, więc trudno mi odnieść się do tego, jak materiał z płyty przeniósł się na scenę, ale oddać zespołowi trzeba, że mimo praktycznie zerowej reakcji pod sceną, dał z siebie wszystko. Tu wyrazy uznania należą się zwłaszcza wokaliście, który dwoił się i troił, by jak najlepiej zaprezentować zespół w stolicy Podlasia, ale był to niestety daremny trud.

Po tej mocnej dawce brutalnych dźwięków na scenę wkroczyli muzycy Othermind (www.facebook.com/OTHERMINDPAGE), łączący w swojej muzyce dźwięki core’owe z death metalem, a do tego z polskimi tekstami, co pozwala znacznie lepiej dotrzeć z przekazem do słuchacza. Othermind ma coś do powiedzenia, więc zabieg ten jest strzałem w dziesiątkę. Na froncie zespołu stoi niemiłosiernie katujący swoje gardło, choć raczej bez większego wysiłku, Kret, udzielający się również w białostockim Cinis, który zamykał sobotnią imprezę. Występ Othermind był jak zawsze eksplozją energii, która spotkała się z dużym uznaniem, choć publika niezbyt licznie zgromadzona wolała obserwować akcję z dystansu. Nie zabrakło sprawdzonych koncertowych killerów z Gardą i Powtórz Sekwencję na czele. Na deser zespół przygotował premierowy numer, zatytułowany o ile mnie pamięć nie myli Obrażenia psychiczne, będący zapewne zapowiedzią nowego materiału. Na to również warto zaczekać, bo wydana dwa lata temu płyta Initium rozbudziła apetyty.

Ku mojemu i innych zaskoczeniu, po Othermind na dechach ACKu zaczęli instalować się goście z Thy Disease (www.facebook.com/thydisease), czyli z której by strony nie patrzeć - gwiazda wieczoru. Okazało się, że zespół następnego dnia miał grać na Białorusi koncert podczas festiwalu Metal Crowd oraz spotkać się z Artim, by przekazać mu zebrane podczas dwóch koncertów pieniądze, więc chłopaki chcieli zwinąć się wcześniej i wyruszyć w drogę. Jak postanowili, tak zrobili i oto po niezbyt długiej przerwie technicznej swój koncert rozpoczął Thy Disease, zespół z niezłym dorobkiem wydawniczym, rozpoznawalny, promujący wydaną niedawno, szóstą już w karierze płytę, która zbiera bardzo pozytywne recenzje. Nic dziwnego, że to głównie nowa płyta była ogrywana podczas sobotniego koncertu. Zespół zaprezentował się oczywiście nienagannie, gitarzysta Yanuary oraz basista robili niezłe show, chociaż pod sceną nie było początkowo żywej duszy, a obserwatorzy stali kilka metrów. Nie zraziło to zespołu, a wręcz przeciwnie, widać było, że czerpią z grania wiele radości: wygłupiali się, żartowali między sobą, a to pokazuje, że poza graniem w jednej kapeli, są również świetnymi kumplami. Bez spiny, na luzie i z autentycznym potem zleciało te kilkadziesiąt minut, a to jeszcze nie koniec imprezy.

Po podziękowaniach i pożegnaniu Thy Disease nastąpiła dłuższa przerwa, ale czekało nas nie lada wydarzenie. Ełcki Nammoth (www.facebook.com/nammothband) miał wystąpić awaryjnie z gościnnym udziałem perkusisty Manipulation, Krisem w roli wokalisty. Wiadomym było, że Kris stanie na wysokości zadania, wszak dał się poznać jako dobry krzykacz m.in. na ostatniej płycie swej kapeli. Występ Nammoth był więc pełen energii, głównie za sprawą Krisa, który nie tylko świetnie radził sobie z obsługą mikrofonu, ale też wyręczał publikę w jej obowiązkach, sam kilkukrotnie schodząc ze sceny i prowokując do zabawy. Publiczność jednak w większości stała jak zaklęta i tylko pojedyncze osoby zdecydowały się zaryzykować poobijanie żeber łokciami. Oprócz gry gitarzystów i jak zwykle mistrzowskich popisów perkusisty Grega, uwagę przykuwał basista - wyglądający niepozornie, ale potrafiący zaskoczyć ciekawymi rozwiązaniami. Występ minął szybko, ale na koniec zrodziła się refleksja, że może ten gościnny występ Krisa warto by rozważyć w kontekście stałej współpracy. Na pewno wyszłoby to zespołowi na dobre.

Jako danie ostatnie, dla mnie główne, bo to przede wszystkim na ich występ przybyłem, został białostocki Cinis (www.facebook.com/cinisofficial), który niedawno wypuścił swój drugi, wyśmienity album, na którym rolę wokalisty pełni Kret znany z Othermind. Po wcześniejszym wysiłku, jaki włożył w występ swojej macierzystej kapeli można było przymknąć oko, gdyby był w słabszej dyspozycji, ale nic z tych rzeczy. Nie widać było po nim cienia zmęczenia, więc występ Cinis to był zdecydowanie najlepszy występ tej imprezy. Poleciały numery z promowanej właśnie płyty Subterranean Antiquity, ale też nie zabrakło klasyków. Tu o dziwo, na sam koniec kilku statystów postanowiło obudzić się z letargu i choć przez chwilę rozruszać zesztywniałe kości. Niewiele się jednak zmieniło do końca koncertu, więc po odegraniu planowego programu czas było się zwijać. Mimo marnej frekwencji i ospałej publiki, która jednak zdecydowała się wpaść na koncert, ja odjechałem z poczuciem dobrze spełnionego obywatelskiego obowiązku i z nadzieją, że moja cegiełka choć w najmniejszym stopniu przyczyni się do sukcesu w leczeniu Artiego.

Atrej

© Brutaleast | Design by: LernVid.com