KONCERT - I LOVE GRIND CORE

Pigface Beauty nikt nie miał odwagi podejść bliżej sceny i zareagować żywiej na płynące
dźwięki. Występ rokendrolowców był całkiem udany. Mocna dawka mieszanki stanowiącej

Start imprezy zapowiadano na godzinę 19-tą i w sumie niewiele później się ona zaczęła,
więc zgromadzona gawiedź nie zdążyła zacząć się nudzić w oczekiwaniu na występ
otwierający. Ludzi zgromadziło się w niewielkim lokalu dość sporo, choć na występie
wypadkową tego, co grało się w hard rocku dwie dekady temu, z blues rockowo/metalową
stylistyką przywodzącą na myśl chociażby dokonania Danziga nie może się nie podobać.
Doskonała muzyka na imprezy zakrapiane alkoholem. Z rozmowy z wokalistą grupy –
Przemkiem dowiedziałem się, że zespół zarejestrował materiał na EPkę, która powinna już
trafić do szerszego grona odbiorców. Wypada tylko niezwłocznie zapoznać się z tą muzyką,
jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji tego zrobić, a zrobić to warto!
Jako drugi na scenie zainstalował się pochodzący z Czarnej Białostockiej Enfeeblement,
który po latach przerwy powrócił do świata żywych i pracuje nad nowymi kawałkami, które
już całkiem niedługo wydane zostaną m.in. na splicie z białostockim Effect Murder. Gdy
z głośników uderzyły pierwsze takty wolno rozpoczynającego się kawałka otwierającego,
publika pod sceną już dała o sobie znać, a z każdym kolejnym numerem robiło się co raz
goręcej. Wreszcie w ruch poszły włosy i po sali rozeszła się przesiąknięta potem atmosfera
prawdziwie metalowego koncertu. Stania z ekipą dawali z siebie wszystko by zadowolić
zgromadzonych słuchaczy i serwowali wiązankę tak starych, pamiętających początki grupy,
jak i zupełnie nowych utworów. Dość długi i zaspokajający głód deathmetalowych doznań
koncert, był zdecydowanie najlepszym występem tego wieczora.
Na następnych w kolejce – Via Mistica trzeba było czekać chwilę dłużej, ale nikomu
to raczej nie przeszkadzało. Gotycka formacja również całkiem niedawno wznowiła
działalność koncertową po przerwie. Ja twórczość zespołu znałem od dość dawna, chociaż
nieco pobieżnie, jednak przypadła mi do gustu na tyle, że na koncert czekałem z lekkim
zniecierpliwieniem. Kiedy zespół wreszcie zainstalował się na niewielkiej scenie, trochę
zaskoczył mnie wygląd wokalistki, która na zdjęciach wyglądała zupełnie inaczej. Miałem
problemy z rozpoznaniem jej. Na szczęście charakterystyczny wokal nie pozostawił
żadnych złudzeń. Formacja stworzyła fajny, mroczny klimat i w drugiej części występu
rozruszała ospałą nieco publikę, aż do szalonego finału. W międzyczasie wystąpiły pewneproblemy techniczne, którym w miarę szybko zaradzono. Zespół zaprezentował przekrój
przez swoją dyskografię, przeplatając utwory starsze z nowszymi, co z resztą zapowiedziała
wcześniej wokalistka. Był to dość długi występ, chociaż tak naprawdę nikt nie wyczekiwał
jego końca, a żywiołowe reakcje dały zespołowi wyraźnie do zrozumienia, że publiczność
domaga się więcej. Ja i moja żona byliśmy bardzo usatysfakcjonowani taką dawką
gotyckich dźwięków, więc ciekawość moja została w pełni zaspokojona.
Kiedy Via Mistica ustępowała miejsca gwieździe wieczoru, pod sceną zaczęło robić
się już tłoczno. Miłośnicy bardziej brutalnych dźwięków wyraźniej dali o sobie znać,
choć na szaleństwo pod sceną pozwolili sobie dopiero w połowie występu. Ja nie do
końca lubię, a może raczej nie do końca rozumiem przekaz Neuropathii, ale w pełni
doceniam zaangażowanie w to, co zespół robi i chylę czoła przed mnogością wydawnictw
i bogactwem dokonań. Kilka numerów owszem wprawia nogi w mimowolne tupanie,
jednak taka forma grind’n’rolla nie jest tym, co przyprawia mnie o ciary. Było dużo energii,
która ze sceny lała się strumieniami na zgromadzony tłumek, a ten po pewnym czasie
zareagował w ten sam sposób. Ciężkie, nie do końca dla mnie czytelne brzmienie gitary,
mocno przesterowany bas i „puszkowy” werbel jest zawsze tym, co mnie odrzuca, ale w
tym przypadku było całkiem fajnie. Niestety nie dotrwałem do końca koncertu z różnych
przyczyn, więc nie wiem, jak gwiazda zakończyła swój występ, ale podejrzewam, że z
wielkim hukiem.


Koncert uważam za całkiem udany, a do domu wróciłem nieco ogłuszony. Zdecydowanienajlepiej wypadł Enfeeblement, a zaraz po nim Via Mistica. Szkoda jedynie, że tak
rzadko w tej chwili można w Białymstoku posłuchać dobrego metalu na żywo. Oby się to
szybko zmieniło i oby wróciły złote czasy, gdy w koncertach można było przebierać jak w
ulęgałkach. Tego życzę sobie i wszystkim zainteresowanym.

Atrej

 

© Brutaleast | Design by: LernVid.com