BEF XI - historia

Kategoria: relacje
Utworzono: poniedziałek, 27, maj 2019 22:50
Arek

Festiwalowy kurz opadł i emocje z nim związane też. Zatem przyszła pora na podsumowanie i ocenę XI B-E-Festu. Baliśmy się troszkę tej edycji. Rodziła się w bólach i z problemami.

  XI Brutal East Fest. jest już historią. Nawiedziło go blisko 300 lub lekko ponad 300 metali, pięć kapel starało się skopać im dupska, a Karol ze swym stoiskiem SelfMadeGod Records wspomagany merchem występujących kapel zadbali byśmy mogli nabyć jakieś okołomuzyczne pamiątki. 
Muzycznie??? Starając się, w miarę chłodnym uchem i okiem starego fana oceniać poszczególne występy przyznać muszę, że publika bawiła się przednio już od pierwszych dźwięków. Żaden z zespołów nie musiał przygrywać do parkietowej pustki.
Miejscowy Death Has Spoken, choć grając na zwolnionych tempach, zbudował już całkiem pokaźną publikę. Szacun wielki, bo to zawsze nie jest łatwe by ściągnąć pod scenę ludziska, które tylko co wbiły się w "FAMĘ" i krążą niczym meserszmity między drzwiami a barem. Jeszcze raz ukłon dla Karola i ekipy - doom metal nie umarł!
 Pobratymcy Ojca Dyrektora, czyli Angrrsth trafili w pewną lukę czaso-przestrzenną. Część blaszaków oliwiła przeguby przy barze (ukłon dziewczynom za szybką obsługę), a inni ścierali pot z czoła. Jednak czerń odwróconych krzyży i krwiste mejkapy zrobiły swoje. Sam czekałem na ten toruński black/death metal, bo debiutancka EP-ka, przyznać muszę, w gust mi przypadła. Troszkę jednak zabrakło mi tego death metalowego ciężaru, dlatego wciąż czekałem na muzyczne spełnienie. 
Przyszła pora Czorta i ludzkie diabły stawiły się licznie przed sceną. Przystępując do spowiedzi zeznać muszę, że fanem "Czarnej ewangelii" nie byłem i raczej do tego hufca nie przystąpię, jednak fani pod sceną mnie oświecili. W swym punkiem śmierdzącym black metalu odnaleźli spełnienie. Plugawa czerń ogarniała salę, jak mawiał Król Slayer - piece by piece. Zarazę tą skutecznie szerzył wokalista, któremu tak brudnej i chrapliwej barwy głosu pogratulowałem, choć inne jego "występy" raczej przemilczę.
 Na Embrional czekałem z mocarnie rozbujanymi pragnieniami, a stało się to za sprawą wydanego na początku roku trzeciego albumu Ślązaków - "Evil Dead". Jeśli go jeszcze nie słyszeliście, dajcie diabłu rozpętać armagedon czym prędzej. Po secie tego rogatego kwartetu wiem, że z taką śmiercią mi po drodze. Taki death metal uwielbiam i wcale mi nie przeszkadzało, że Tomka na drugim wiośle zastąpił Diego, którego notabene w 2017 roku (X BEF) mogliśmy zobaczyć w szeregach Masachist. Można? Taaak, bo to jest kur... death metal!!! 
A jaki jest grind A.D.2019? Antigama jest najlepszą odpowiedzią. Jak nie kochać takiego grind core? To było tornado! Fakt, że od dłuższego czasu wciągam Antigamę na wszystkie sposoby i każdą dziurką, ale jak coś jest dobre, to po prostu takie jest i potwierdzeniem był ich występ. Oni wiedzą jak wycisnąć z ludzi ostatnie soki, nawet gdy gra się po Embrionalu. Nie wiem jak Wy, ale ja z Famy wychodziłem spełniony muzycznie i choć przez ok. godzinę jazdy powrotnej do domu leciała jakaś muza, było mi zupełnie wszystko jedno co naparza, bo w głowie wciąż dźwięczała Antigama.
 Podsumowując, impreza ta jest dla Was i dla nas, skoro metalem nasze serducha napędzane są. Choć mogę być deczko nieobiektywny, uważam, że BEF jest swego rodzaju ewenementem wśród festiwali. Mały, klubowy, przyciasny, a jednak idealny na podlaską scenę. Czy uważacie, że jego formuła się już wyczerpała??? Mam nadzieję, że podobnie jak ja uważacie, że NIE, ale odzywajcie się na naszych facebookach, bo przyszłość jest w Waszych głosach.

Mam nadzieję to be continued... a Wy też???