Brutal East Festival Vol.3 - 02.03.2013

 

 

 

Data: 2 marca 2013

Miejsce: Białystok, Kawiarnia "Fama"

Zagrali: Sinful Souls, Memembris, R.O.D., Manipulation, Non Opus Dei, Hermh

Trzeci dzień marca to bardzo dobry dzień na zorganizowanie dużego metalowego koncertu, zresztą podobnie jak 364 pozostałych dni w roku, więc nic dziwnego, że zainteresowanie imprezą znowu było spore i publika zebrana licznie w białostockiej kawiarni „Fama” napawała optymizmem. W ostatnim czasie daje się zauważyć znaczny wzrost zainteresowania koncertami rockowymi i metalowymi w Białymstoku, co jest dobrym prognostykiem na przyszłość. Co prawda występy pierwszych zespołów trzeciej edycji Brutal East Festival oglądało jeszcze stosunkowo niewielu fanów, w porównaniu z tym, co działo się później, ale wraz z uciekającymi minutami sala zaczęło mocno się zagęszczać. Nie udało mi się niestety zostać do końca z przyczyn, o których w dalszej części tekstu, więc nie wiem, jak wypadła gwiazda wieczoru – zespół Hermh, ale podobno było nieziemsko.

 

Na pierwszy ogień poszła kapela Sinful Souls, w której składzie są muzycy znani również z gry w innych formacjach, m.in. Cinis czy występujących również tego samego wieczora Memembris i Manipulation. Na czele Sinful Souls stoi charyzmatyczna wokalistka Aklu, dysponująca niemiłosiernie mocnym głosem, który może bez problemu dowolnie modulować, płynnie przechodząc od czystego śpiewu do brutalnego growlu z samych trzewi. Ubrana w zwiewną sukienkę frontmanka sugerować mogła dźwięki bardziej subtelne, delikatniejsze, więc ta część publiczności, która spotkała się z zespołem po raz pierwszy mogła być mocno zaskoczona deathmetalową młócką. Ten występ Sinful Souls nie był moim pierwszym, miałem już przyjemność widzieć zespół na żywo i stwierdzić muszę, że ten koncert był zdecydowanie mocną rzeczą. Szkoda tylko, że kiepsko było jeszcze w tym momencie z publiką. Jej reakcje były co prawda bardzo pozytywne, ale liczebność pozostawiała wiele do życzenia. Dużo lepiej było już na występie kolejnego zespołu.

 

Łomżyński, blackmetalowy Memembris to już weterani tej dziedziny sztuki, ale każdy ich występ, a miałem przyjemność widzieć wcześniej zespół co najmniej trzykrotnie, wygląda tak, jakby na scenę wskoczyli młodociani narwańcy. Od początku na scenie było gorąco jak w piekle. Piątka muzyków przygotowała słuchaczom iście szatańską ucztę. Zespół ma w swoim dorobku już kilka dobrze przyjętych w podziemiu wydawnictw, więc było w czym wybierać jeśli chodzi o dobór repertuaru. Co ciekawe, skład zespołu uległ rozszerzeniu i pewnym modyfikacjom. Dotychczasowy frontman skupił się aktualnie głównie na grze na gitarze, wokalnie udzielając się rzadko, jako drugi głos. Obowiązki głównego wokalisty przejął nowy nabytek, który szczerze mówiąc nie do końca mi przypasował. Jego styl darcia mordy trochę odstaje momentami od wściekłej muzyki i jest za mało agresywny. Może to kwestia niewielkiego jeszcze doświadczenia i stosunkowo krótkiego czasu współpracy, ale faktem jest, że coś momentami jeszcze nie jest dograne. Znalazł się też w składzie Memembris inny basista. Przynajmniej ja ostatnim razem widziałem na scenie kogoś zupełnie innego. Reszta składu pozostała niezmienna, więc w dalszym ciągu jest to ten sam, prawdziwy Memembris. Tym razem publika już znacznie liczniejsza bardzo entuzjastycznie przyjęła ekipę, a zespół nie pozostawał dłużny i dawał z siebie wszystko.

 

Następny w rozpisce był pochodzący z Lublina thrashmetalowy, jak twierdzą muzycy (choć dla mnie bardziej crossoverowy) R.O.D., na którego występ czekałem szczególnie niecierpliwie z racji zamiłowania do takiej muzyki.  Kiedy ekipa rozpoczęła swoje szalone show, wiedziałem, że to będzie mega występ i taki właśnie był. Zespół zabrzmiał świetnie, wszystko było doskonale nagłośnione, co potęgowało jeszcze bardziej przepyszny odbiór muzyki. Siarczysty crossover/thrash dla fanów Slayer, Municipal Waste czy Suicidal Tendencies (bandana na głowie frontmana nie pozostawiała złudzeń) przypadł jednak do gustu niewielkiej grupce odważnych małolatów, którzy zdecydowali się na wesołe pląsy pod sceną. Zabawny był widok dziewczynek, które ustawiały się w rządku i rytmicznie machały włosami, odpowiednio wcześniej ułożonymi, z wyreżyserowanymi pozami i ustawieniem nóg. Zawsze mnie taki widok rozwala. R.O.D. zrobił prawdziwą rozpierduchę. Wokalista jest totalnym wariatem i szaleńcem scenicznym z pozytywnym ADHD. Świetne wokale, świetne riffy i solówki, doskonałe, zabójcze tempa i niesamowita energia. To był zdecydowanie doskonały występ.

 

Na następny zespół czekała chyba większa część zgromadzonej publiki. Nic w tym dziwnego, skoro Manipulation z Gołdapi uderzył nie tak dawno temu doskonałą płytą „Passion”, którą udowodnił, że ma predyspozycje, by być traktowanym na równi z najlepszymi ekipami deathmetalowymi w tym kraju. Płyta nagrana w nieco mniejszym składzie, z wokalami, które są robotą bębniarza, ale koncert już z nowym nabytkiem, znanym doskonale fanom podlaskiej ziemi Stanią, którego wielu kojarzy z występów w Enfeeblement i Effect Murder. Pod sceną zrobiło się ciasno i bardzo duszno, a reakcje publiki zaskoczyły chyba samych muzyków. Co prawda po żywiołowym show poprzedników Manipulation wypadł nieco statycznie, za to nadrabiali panowie siłą dźwiękowego rażenia. To był najlepiej przyjęty występ podczas tej imprezy, przynajmniej z tych, które widziałem. Stania świetnie wpasował się w skład i wyglądało to tak, jakby był w zespole od początku. Manipulation zaprezentował się jako zgrany kolektyw, jak dobrze działająca machina. Wszystko zabrzmiało świetnie, a panowie gitarzyści raczyli słuchaczy wyśmienitymi popisami. Ja szczególną uwagę zwróciłem na niesamowitego perkusistę, który mimo młodego wciąż wieku pokazał czyste zawodowstwo. Jego gra była pełna finezji, naszpikowana mnóstwem technicznych łamańców, ale bez efekciarskiego popisywania się. Liczę, że Manipulation na stałe zagości na klubowych scenach także w innych częściach kraju, bo mogą trochę namieszać.

 

Przedostatni w stawce, ale ostatni w moim przypadku, pojawił się na scenie olsztyński Non Opus Dei, przedstawiciel czołówki krajowego black metalu, jednak moje oczekiwania co do ich występu były chyba zbyt wygórowane. Mimo, że twórczość zespołu znam i lubię, ten występ nie wywarł na mnie zbyt wielkiego wrażenia. Muzycy sprawiali wrażenie, jakby byli tym występem znudzeni i jakby odgrywali kolejne kawałki na siłę. Wszyscy bardzo statyczni, bez większej energii i zaangażowania. Muzycznie oczywiście wszystko było jak należy, zestaw kawałków również dobrany nieźle, ale zabrakło ognia. Dodatkowo, w pewnym momencie pod sceną doszło do bójki między uczestnikami koncertu, do akcji wkroczyli ochroniarze i część publiki skupiła się na obserwowaniu tych wydarzeń, a nie był to koniec atrakcji tego wieczoru. Pod koniec występu Non Opus Dei zabrałem się do wyjścia, bo robiło się późno, a do domu jeszcze wiele kilometrów, jednak wróciłem, żeby choć przez chwilę posłuchać gwiazdy wieczoru – Hermh. Zanim jednak miało to nastąpić, w czasie przerwy zrobiła się w lokalu gorąca atmosfera. Doszło do zamieszek przy wejściu do klubu, ktoś z kimś się bił, ktoś kogoś ciągał, a na dodatek użyto gazu, czyli zaczęło się robić naprawdę niebezpiecznie także dla zwykłych uczestników koncertu. Kilka osób stojących najbliżej drzwi, w tym ja i moja żona, zaczęło odczuwać duszności spowodowane rozpyleniem gazu. Tego było za wiele. Szybko opuściłem lokal, a chwilę później pod „Famę” podjechały cztery samochody policyjne, jednak było już za późno i po kilku minutach wszyscy się rozjechali. Nie wiem zatem jaki był dalszy przebieg wydarzeń i co najważniejsze, jak wypadł po długim milczeniu Hermh. Trochę szkoda, że tak wyszło, ale skoro Bart ze swoją ekipą wraca na dobre, kolejna okazja by ich zobaczyć będzie, jak sądzę, kwestią czasu.

 

Gdybym miał podsumować tę trzecią odsłonę największej obecnie, cyklicznej metalowej imprezy na ziemiach Podlasia, stwierdzam, że to wydarzenie obfitujące w najwięcej zwrotów akcji i niespodzianek, ale też z bardzo wysokim, jak zwykle, poziomem kapel, które się zaprezentowały. Cieszy duże zainteresowanie fanów takich dźwięków i niezła frekwencja. Kto wie, co by było, gdyby festiwal odbywał się w większym lokalu, bez ograniczeń co do liczby biletów. Myślę, że Białystok i jego mieszkańców stać na dużo więcej.

[GALERIA ZDJĘĆ]

Atrej

© Brutaleast | Design by: LernVid.com