30.11.2013 - Wicked Fest

Data: 30 listopada 2013

Miejsce: Kawiarnia FAMA, Białystok

Zagrali: Dead Insemination, Steel Fire, Divine Weep, Wicked Side, Night Mistress

Ostatni dzień listopada to dzień na koncert tak samo dobry jak każdy inny. No chyba, że weźmie się pod uwagę to, iż tego dnia mamy imieniny Andrzeja i nawet taka nazwa jak Night Mistress - najlepsza obecnie załoga heavymetalowa młodego pokolenia, może nie wystarczyć, by zapędzić na klubu tłumy. W istocie, „Fama” nie pękała w szwach, chociaż i tak spore grono spragnionych klasycznego, hardrockowego i heavymetalowego grania bawiło się świetnie, ale to nawet lepiej, bo imprezy kameralne mają swój urok.



Po tradycyjnych dyskusjach z „miłym” panem na bramce, który chyba czerpie przyjemność z utrudniania przy każdej imprezie życia przedstawicielom mediów i zaproszonym gościom, można było spokojnie rozsiąść się, coś wypić, zjeść, poczytać książkę lub zrobić na drutach szalik, bo impreza rozpoczęła się z tradycyjnym, choć nie przesadnie dużym opóźnieniem. Rozpoczynający zabawę Dead Insemination nie tak dawno miałem już okazję oglądać i słuchać, kiedy rozgrzewali publikę przed Katem i stwierdzić muszę, że tym razem wypadli dużo lepiej. Odniosłem wręcz wrażenie, że to zupełnie inna kapela. Poprzednio miałem problemy z odróżnieniem poszczególnych numerów, ale tu było kapitalnie pod względem brzmienia. Sama muzyka nadal jednak nie jest moją bajką, choć doceniam umiejętności i warsztat, który jest na zawodowym poziomie. Melodyjny deathcore z elementami elektroniki nie pasował niestety do klimatu koncertu, więc większość zgromadzonych wolała pozostać przy stolikach, choć kilka osób bawiło się nieźle.

Dużo lepiej było podczas występu pochodzącego z Mińska Mazowieckiego Steel Fire, hołdującego starej szkole hard rocka, rock’n’rolla i heavy metalu w stylu wczesnego Saxon, wczesnego Judas Priest, Skid Row, Mötley Crue czy Guns N’ Roses. Zresztą wokalista, dysponujący ciekawą barwą głosu, usilnie próbował naśladować Axla Rose oraz jego ruchy sceniczne. Mogło to wyglądać nieco zabawnie, jednak w kwestiach muzycznych wcale tak nie było. Świetni gitarzyści co i rusz serwujący kapitalne solówki, do tego chwytliwe melodie i ten klimat lat 80. Doskonały występ kapeli nieznanej mi zupełnie, a która prawie mnie rozwaliła. Numer To nie nasza wojna był najjaśniejszym punktem koncertu. Będę musiał przyjrzeć się zespołowi bliżej i Wam polecam to samo.

Dobrze znani są mi za to goście z Divine Weep, którzy w ustabilizowanym składzie, ze świetnym wokalistą Igorem, prą do przodu i tworzą nowe numery. Dwa premierowe mieliśmy okazję tego wieczora usłyszeć. Brzmiały obiecująco. Nie zabrakło jednak kawałków z płyty Age Of The Immortal, czyli Day Of Revenge, The Mentnor, Petrified Souls oraz świetnie zagranych i przyjętych przez publikę coverów z repertuaru Iron Maiden, czyli The Trooper i Run To The Hills. Podczas wykonywania utworu tytułowego z tegorocznej płyty kręcony był materiał video do zmontowania w formie teledysku. Ciekawy zabieg i ciekawe reakcje publiki, która przez cały występ ostro szalała pod sceną. Koncert był pełen energii, dobrych solówek, także w wykonaniu Janusza na basie oraz wspólnego śpiewania. Miałem okazję widzieć zespół kilkukrotnie i za każdym razem było lepiej niż poprzednio. Ta tradycja została podtrzymana. Jeśli w dalszym ciągu panowie robić będą takie postępy, jestem pewien, że zajdą daleko.

Całkiem daleko, jak na niespełna pięć lat działalności, zaszli już gospodarze imprezy, czyli kapela Wicked Side, która może pochwalić się występami na zagranicznych festiwalach, czy supportami przed legendą polskiego metalu - grupą Turbo oraz zespołem byłego wokalisty Iron Maiden - Blaze'a Bayley'a. To również dobrze znana mi załoga, choć w tym składzie osobowym widziałem ją pierwszy raz. Kilka lat temu zdarzyło mi się zasiąść za zestawem perkusyjnym i zagrać z Wicked Side w czasie koncertu chyba dwa numery. Z uśmiechem wspominam to do dziś. Aktualnie to już zupełnie inny zespół, dużo dojrzalszy, dużo bardziej zdecydowany, w którym kierunku chce podążać i zdecydowanie poważniej traktujący swoje granie. W czasie występu trochę mniej liczna już publika nadal nie odpuszczała i bawiła się świetnie, zresztą podobnie jak zespół na scenie. Poleciały znane już numery z wydanej w 2011 roku EPki, czyli m.in. Something Wicked, Leader Of The Blind czy idealny do wspólnego śpiewania Wicked Side oraz kilka kawałków, których dotąd nie znałem. Frontman zespołu - Przemek zapowiedział, że trwają prace nad płytą długogrającą, więc nie mogło zabraknąć przynajmniej jednego utworu premierowego. Niestety w czasie wykonywania jednej z kompozycji wystąpiły problemy techniczne, przez co występ musiał być przerwany, ale po kilku minutach wszystko wróciło do normy. Ciekawym punktem koncertu był cover utworu Hot Stuff z repertuaru Donny Summer, dedykowany pięknym paniom zebranym na koncercie. Czas jednak płynął nieubłaganie, a obsuwa była coraz większa, dlatego gospodarze ustąpili miejsca gwieździe wieczoru.

Night Mistress grali już w Białymstoku, więc nie było to dla nich nowe doświadczenie, jednak koncertując po całej Polsce z pewnością mogli być lekko rozczarowani słabą frekwencją w „Famie”. Mimo wszystko ten koncert to było 200% możliwości. Od początku był świetny czad, mnóstwo energii, doskonały kontakt wokalisty - Krzyśka z publiką, „przepychanki” na scenie - totalny luz, zabawa i prawdziwy rock’n’roll. Ze sceny poleciały w publikę z szybkością wystrzelonego pocisku utwory starsze, jak i te zupełnie nowe. Zapowiadający nową płytę Madman bardzo przypadł wszystkim do gustu, podobnie jak Hand Of God, do którego zespół nakręcił teledysk. Nie mogło jednak zabraknąć klasyków z pierwszych demówek, czyli W sidłach, mojej ulubionej Bestii Pośpiechu, balladowego Upadku, ale też m.in. City Of Stone, Children Of Fire czy Escape z wydanej w 2011, a wznowionej niedawno debiutanckiej płyty The Back Of Beyond. Publika mocno domagała się Minerału Fiutta - kultowego już kawałka promującego pełnometrażowy film o przygodach Kapitana Bomby i zespół spełnił to żądanie porywając do zabawy wszystkich, nawet najbardziej opornych. Po zagraniu kilku kolejnych utworów przyszedł czas, aby powoli się żegnać, jednak to, co wydarzyło się na koniec przeszło najśmielsze oczekiwania wszystkich. Kiedy perkusista Domino zaczął grać to słynne wejście perkusyjne, na sali rozległy się okrzyki zachwytu. Brawurowo wykonany Painkiller Judasów, z fenomenalnym wokalem Krzyśka i perfekcyjnie zagranymi solówkami, był wisienką na torcie. Po takiej petardzie nikt nie miał już odwagi prosić o więcej, bo oczekiwania zgromadzonych zostały zaspokojone nawet z nawiązką. Ja przez dłuższą chwilę nie mogłem pozbierać szczęki z podłogi, ale kiedy ochłonąłem, musiałem w końcu kupić to wznowienie pierwszej płyty, żeby móc napisać jej recenzję. Odzwyczaiłem się od płacenia za płyty do zrecenzowania ;), ale album Night Mistress wart jest każdych pieniędzy. Takie zespoły trzeba wspierać i trzymać za nie kciuki. Oby tylko zechcieli jeszcze kiedyś przyjechać, jak już staną się sławni i obrzydliwie bogaci.

[GALERIA ZDJĘĆ]



DEAD INSEMINATION (www.facebook.com/DeadInsemination)
STEELFIRE (www.facebook.com/SteelFireBand)
DIVINE WEEP (www.facebook.com/divineweep)
WICKED SIDE (www.facebook.com/wickedside)
NIGHT MISTRESS (www.facebook.com/nightmistressband)

Atrej

© Brutaleast | Design by: LernVid.com