Devilish Impressions - "Awangarda black metalu"

 

Prawie piętnaście lat na scenie, trzy albumy na koncie, Europa od krańca do krańca zjeżdżona u boku największych tuzów metalu i chyba ciągle nie mają dosyć. Devilish Impressions to zespół wyjątkowy, bo nie widać go w największych mediach, a miejsc, w które dotarł z koncertami i zespołów, z którymi te koncerty zagrał, prawdopodobnie większość polskich kapel, poza czołówką, w życiu na oczy nie zobaczy. Kilka miesięcy temu do sprzedaży trafił materiał specjalny, bo łączący przeszłość z teraźniejszością, ale także... przepowiadający przyszłość. O co dokładnie chodzi? To wyjaśnią już sami zainteresowani. Przed Wami mózg Devilish Impressions -kompozytor, wokalista i gitarzysta Quazarre oraz perkusista Icanraz.

 

Całkiem niedawno wydaliście nowy materiał, chociaż tak naprawdę, jest to takie 2 w 1. Nowe oblicze Devilish Impressions miesza się z archiwaliami. Skąd pomysł na takie połączenie?
Icanraz:
Cześć! Pomysł na wydanie ‘Adventvs’ zrodził się naturalnie. Po nagraniu ‘Simulacra’ brzmienie i ogólny charakter zespołu wyraźnie ewoluował. Zdecydowaliśmy się z tym zmierzyć przed rejestracją całego krążka i nagraliśmy dwa nowe numery. Byliśmy bardzo podekscytowani tym, co wyszło spod naszych palców i zdecydowaliśmy się tym podzielić z innymi. EPka okazała się najrozsądniejszą opcją, ale - aby przyciągała uwagę czymś jeszcze - uznaliśmy, że warto w końcu pokazać światu jak wyglądało muzyczne oblicze zespołu na samym początku.

Quazarre: Dokładnie! Nie tylko po to, by nasi fani mogli zobaczyć, jak ewoluowaliśmy muzycznie na przestrzeni lat, ale by dać im możliwość zapoznania się z atmosferą towarzyszącą zespołowi w tamtym okresie. By mogli poddać własnej ocenie kierunek zmian, jakie dokonały się w obrębie twórczości Devilish Impressions.

EPka „Adventus” wydana jest kapitalnie, zarówno pod względem graficznym jak i bogatego bookletu, ale to u Was reguła. Nie lubicie się bawić w półprodukty i o każdy detal dbacie z aptekarską precyzją. Tylko czy warto się tak starać? Jest dla kogo?
Icanraz:
Zawsze warto! I tu nawet nie chodzi o zaspakajanie czyichś tam oczekiwań, tylko o uczciwą postawę względem samych siebie. Sam traktuję płyty z ogromnym pietyzmem, wnikam i analizuję grafiki, teksty, itp. Nie chcielibyśmy, aby ktoś, kto wyda pieniądze na naszą płytę, poczuł się olany. Jeśli jesteś kolekcjonerem płyt to zrozumiesz o co mi chodzi.

Doskonale wiem, co masz na myśli.
Quazarre:
Bo nie należy zapominać tutaj o tym, że na zawartość płyty składają się nie tylko dźwięki, lecz i słowa oraz towarzysząca im oprawa graficzna. Bo tylko tego rodzaju obcowanie z propozycją obojętnie jakiego artysty daje nam pełny obraz tego, co za jej sprawą chce tak naprawdę przekazać.

Obszerna biografia i wszelkie informacje we wkładce są w języku angielskim. Czyżbyście celowali wyłącznie w zachodni rynek? Polska nie jest w orbicie Waszych zainteresowań? Nie od dziś wiadomo, że polscy fani to jedni z najgorszych fanów.
Icanraz:
Ej, bez przesady. Sam jestem przecież polskim fanem wielu wykonawców i wcale nie uważam się za najgorszego. Wkładka jest po angielsku, bo tak jest prościej, tym bardziej, że w dzisiejszych czasach każdy w jakimś tam stopniu w tym kraju zna ten język. Poza tym nie od dziś wiadomo, że przewijamy się po rynkach poza granicami Polski od lat, więc dzięki takiemu zabiegowi uniknęliśmy konieczności druku wkładki w dwóch językach.

Quazarre: Kwestia anglojęzycznych liryk nie jest poza tym żadnym novum, zarówno w przypadku Devilish Impressions, jak i innych zespołów z naszego podwórka. Za takowe możnaby - odwrotnie - uznać wykorzystanie po raz pierwszy polskojęzycznych tekstów w wybranych fragmentach ‘Adventvs Regis’ czy ‘Meteoron’.

Ja jednak podrążę temat polskich fanów. O tym, jak są beznadziejni i leniwi mogliście się przekonać podczas niedawnej trasy promującej „Adventus”. W oświadczeniach nie powiedzieliście złego słowa, ale kto widział, ten wie, że w Polsce od dawna nie ma czegoś takiego jak metalowa społeczność. Macie jakieś pozytywne wspomnienia z tej trasy?
Icanraz:
Tu też nie byłbym aż tak bezwzględny. Trasa przebiegła w bardzo pozytywnej atmosferze w gronie wspaniałych ludzi. Faktem jest, że frekwencyjnych rekordów nie biliśmy, ale to też nikogo już w dzisiejszych czasach nie powinno dziwić. Wystarczy rozejrzeć się dookoła, odwiedzić koncerty innych polskich zespołów metalowych, aby przekonać się, jakich doczekaliśmy czasów. Nie ukrywam, jest to przykre i potrafi czasami podciąć skrzydła, ale co nas nie zabije to nas wzmocni. Dla mnie najważniejsze podczas tej trasy było to, że mogłem codziennie grać muzykę z moimi przyjaciółmi z zespołu, bawić się z nimi na „afterkach”, że spotkałem się z wieloletnimi kumplami z Finlandii oraz z fanami i znajomymi w różnych zakątkach Polski. Zdziwię Cię pewnie, ale planujemy już drugą część trasy ‘Adventvs Tour’ po Polsce.

Quazarre: Jedynym, co przy okazji można by przekazać naszej metalowej braci jest by nie narzekali już nigdy, że niby nic się nie dzieje, że zespołom nie chce się do nich przyjeżdżać itd. Jeśli ktoś bowiem przygotowuje się do zagrania koncertu w Waszym mieście, poświęcając mnóstwo czasu najpierw na napisanie, potem na nagranie, wreszcie na przygotowanie materiału na próbach, potem turla się do Was wynajętym busem stając w obliczu konieczności opłacenia benzyny, noclegów, często też żarcia, bo z cateringiem u nas w Polsce wciąż raczej kiepsko jeszcze, to nietrudno policzyć, że przy wątpliwym zainteresowaniu koncertami żaden z zespołów do interesu wiecznie dokładać nie będzie, bo i za co? W mojej ocenie problem tkwi w tym, że nie ma już dzisiaj stricte metalowej subkultury. Wydaje się, że zanikła gdzieś dzisiaj w odbiorcach potrzeba buntu, utożsamiania się z określoną społecznością. Są tylko podane na tacy produkty, których fanem być wypada lub takie, których w dobrym tonie jest omijać szerokim łukiem. Odnoszę wrażenie, że potworzyły się znów te pieprzone kółka wzajemnej adoracji, grupy ludzi poklepujących się po plecach, śmiejących się ze swoich tylko żartów i obrzucających gównem wszystko, co nie dotyczy najbliższego im grona. Intelektualna pustka ukryta za fasadą nic nieznaczących, napuszonych wypowiedzi...

Zadziwiające jest to, że przeglądając Waszą stronę internetową można zgubić szczękę na podłodze jak się zobaczy gdzie i z kim graliście koncerty. Która trasa była dla Was najważniejsza? Większość zespołów to same najwyższe ligi.
Icanraz:
Jako jeden z nielicznych polskich zespołów zjeździliśmy stary kontynent wzdłuż i wszerz z gigantami metalowej sceny i w dodatku nigdy nie zapłaciliśmy za to złamanej złotówki. W dzisiejszych czasach to raczej dość rzadkie zjawisko. Każda trasa to nowe doświadczenie i możliwość poznania nowych ludzi z branży i fanów. Osobiście najlepiej wspominam objazd z Aeternus, być może dlatego, że była to moja pierwsza europejska trasa w życiu. Pod kątem prestiżu na pewno dużo nam dała niemal miesięczna trasa z Behemoth. Bardzo fajnie wspominam też objazd po Wyspach Brytyjskich z nieodżałowanym Dismember.

Quazarre: Każda trasa, każdy pojedynczy koncert to odrębna historia, to zlepek przeróżnych wspomnień, doświadczeń czasem euforycznych wręcz, czasem wyjątkowo przykrych… Trudno byłoby mi wskazać tę jedną, jedyną trasę, bo każda odegrała w moim życiu zupełnie inną rolę. Z jednej strony wspaniale wspominam te wspomniane przez Icanraza, z drugiej, grzechem byłoby nie odnieść się do naszej pierwszej trasy po Europie Wschodniej u boku Marduk, czy pamiętnych występów w ramach Wacken Road Show. Naprawdę trudno porównać tego typu wypady, poza może tym, że każdorazowo towarzyszą im ogromne emocje nas wszystkich.

Macie jakiś pomysł na to, by odmienić sytuację w Polsce, by ludziom chciało się chodzić na koncerty i kupować płyty? Ja sugerowałbym władzom wprowadzenie embarga na Internet.
Icanraz:
Nic to nie da. Takie mamy czasy i musimy nauczyć się w nich żyć i je akceptować. Piractwo stało się normą i pomimo podejmowanych nieustannie prób walki z nim nic nie jest w stanie go powstrzymać. Cierpią na tym muzycy, kompozytorzy, producenci, wytwórnie płytowe… Powiem Ci coś, co może da Ci trochę do myślenia. Otaczam się w większości znajomymi, którzy są aktywnymi muzykami grającymi w dość znanych zespołach. Wyobraź sobie, że mało który z nich legalnie zaopatruje się w muzykę. Większość z nich to kolekcjonerzy pirackich Mp3, którzy odwiedzając mnie patrzą się na mnie jak na idiotę, który zagraca swoje mieszkanie płytami, bo przecież to, co u mnie zajmuje całą ścianę, u nich mieści się na kieszonkowym dysku zewnętrznym…

Quazarre: Hahaha! Ot i właśnie! A - nie ukrywajmy - często jest tak, że to ci najbardziej zapalczywi wojownicy podziemia z mordami wypchanym frazesami swoje zbiory mierzą w gigabajtach właśnie (śmiech). Słuchaj, jest jak jest i faktycznie nie jesteśmy w stanie tym zmianom się oprzeć. Z drugiej zaś strony pomyśl, czy faktycznie chciałbyś wrócić do czasów, gdy ludzie komunikowali się ze sobą wyłącznie za sprawą listów? Owszem, miało to swój urok. Z nostalgią wspominam czasy, kiedy to by umówić się z kumplem trzeba było o określonej porze stanąć pod blokiem i drzeć ryja wniebogłosy, bo przecież nie było też telefonów komórkowych, nawet stacjonarne były niezwykłą rzadkością… Tylko wyobraź sobie jak mielibyśmy sobie wszyscy nagle poradzić, mając świadomość niewyobrażalnej wręcz potęgi Internetu, z kwestiami chociażby ‘bookowania’ koncertów, informowania o nich ludzi, formowania się w hordy wspólnie jadące na określony festiwal itd. To so ne vrati, Pane Havranek… (śmiech).

No i to oczekiwanie, kiedy do jedynego w mieście sklepu muzycznego dowiozą kasetę ukochanej kapeli, na którą odkładało się z kieszonkowego. Zostawmy jednak smutne tematy i przejdźmy do EPki. Szukaliście wydawcy, ale ostatecznie materiał wypuściliście własnymi siłami. Nie było zainteresowania, czy nie chcieliście czekać, aż ktoś się zastanowi?
Icanraz:
Wysłaliśmy dwa nowe kawałki do wglądu dla znajomych współpracujących z niektórymi dużymi wytwórniami płytowymi na świecie, jednak czas nas gonił, a chcieliśmy mieć gotową EPkę na trasę, więc zdecydowaliśmy się wydać to własnym sumptem.

Quazarre: Mając zaś w planach trasę chcieliśmy przyjechać do ludzi z czymś nowym, czymś co - jak podpowiada tytuł - miało zapowiedzieć nadchodzące zmiany…

„Simulacrę” wydaliście pod szyldem własnej Icaros Records. Co się stało z tą wytwórnią? Odeszła całkowicie w niepamięć?
Quazarre:
Z wielkim żalem muszę powiedzieć, że chyba tak. Dlaczego chyba? Ponieważ trudno dzisiaj powiedzieć, co czeka nas w przyszłości. Powodem zakończenia działalności Icaros była, najkrócej mówiąc, konfrontacja z dzisiejszymi realiami rynku, mizerna w porównaniu do wcześniejszych lat sprzedaż płyt, podatki, zusy-srusy...

Wydawanie płyt na własną rękę ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony jest bezpieczniej i sami sobie ustalacie warunki, ale z kolei wytwórnie, zwłaszcza te lepiej prosperujące, mogą zaoferować sieć dystrybucji. Jak u Was wygląda ta kwestia?
Icanraz:
Wydanie ‘Adventvs’ własnym sumptem dało nam przede wszystkim pełną kontrolę nad każdym etapem produkcji. Począwszy od wyboru daty premiery, na wyborze tłoczni kończąc. A uwierz mi, że z tłoczniami też należy być ostrożnym, bo robienie wszystkiego najniższym kosztem kończy się wydaniem płyty na kopiowanym CD-R z kserowaną okładką z nie po kolei zszytymi stronami w książeczce. Co do dystrybucji to posiadane przez nas kontakty zapewniają nam dostępność płyty na każdym kontynencie, więc z tym też nie jest tak źle.

Pierwsza część płyty to utwory premierowe, zapowiadające pewnie coś większego. Rzeczywiście są to zwiastuny kolejnego albumu? Od „Simulacry” minęło trochę czasu.
Icanraz:
Tak, dwa nowe utwory są przedsmakiem tego w jakim kierunku Devilish Impressions podąży na kolejnej płycie. Jesteśmy bardzo podekscytowani i nie możemy się już doczekać etapu rejestracji kolejnego krążka.

Quazarre: I tutaj buńczucznie być może tylko dodam, że nowym albumem zamierzamy udowodnić, iż Devilish Impressions istotnie jest zespołem nieprzewidywalnym.

Wyłania się z tych nowych kawałków nowy obraz Devilish Impressions. Trochę dorzuciliście do pieca, ale też bardziej pokombinowaliście. Duży rozmach, wielowarstwowość i jakby mniejsza przebojowość, chociaż nie brakuje melodii. To jest kierunek, w jakim będziecie teraz podążać?
Icanraz:
Nowe utwory będą przede wszystkim dłuższe i bardziej rozbudowane aranżacyjnie. Nie chodzi nam o jakieś techniczne motaniny i wyścigi, a o budowanie odpowiedniej atmosfery. Używamy teraz 7-strunowych gitar, co daje nam więcej wgniatających dołów no i na dobre pożegnaliśmy się już z triggerami. Do minimum ograniczyliśmy też użycie instrumentów klawiszowych. To wszystko daje nam więcej przestrzeni w muzyce i pozwala tworzyć odpowiedni klimat naszych kompozycji.

Quazarre: W naszej twórczości zawsze najważniejsza była atmosfera, nie karkołomne wyścigi na zasadzie czy można to zagrać jeszcze szybciej, ale zbudowanie odpowiedniej aury, wprowadzenie słuchacza za pomocą słów i dźwięków w pewien stan wyższej, że pozwolę sobie tak to określić, duchowości… Teraz przestrzeń, jaką dotychczas zyskiwaliśmy stosując syntezatory, zastąpiliśmy większą ilością śladów gitar, partii solowych czy pojawiających się okazjonalnie dziwnych, niepokojących dźwięków. To znów będzie płyta pełna kontrastów, jednak tym razem stanowiąca jednocześnie chyba największy w historii tego zespołu monolit.

Zaskoczyły mnie czyste wokale w „Adventus Regis”. Świetnie kontrastują z typowo blackowym skrzekiem. Będziecie stosowali tego więcej w przyszłości? Na pewno wpływa to na różnorodność muzyki.
Icanraz:
Zaskoczyły Cię? To chyba jednak nie słuchałeś naszych poprzednich płyt…

Quazarre: Hehehehe…

No i się wydało hehe. Miałem na myśli raczej to, że wcześniej nie były aż tak dobre i wyraziste jak teraz. A jeśli chodzi o pierwsze moje muzyczne skojarzenia, podobieństwa, to wskazałbym ostatni Behemoth, ale też twórczość SepticFlesh, głównie ze względu na ten filmowy wręcz rozmach. Faktycznie te zespoły są w chwili obecnej Waszą największą inspiracją?
Icanraz:
W kwestii inspiracji mogę się wypowiedzieć jedynie w swoim imieniu. Ogólnie rzecz biorąc to ostatni Behemoth jest płytą raczej prostą, opartą na dość krótkich i niezbyt zawiłych aranżacyjnie piosenkach. Natomiast SepticFlesh nigdy nie należał do moich ulubionych zespołów, więc to chyba nie ten kierunek. Oczywiście Tobie może się to kojarzyć z czymkolwiek. Aranżując partie bębnów na ‘Adventvs’ skupiłem się przede wszystkim na zbudowaniu bardzo bezpośrednich form rytmicznych, przy zachowaniu przy tym jak największej dozy muzykalności, tak, aby bębny już same w sobie brzmiały dobrze. Wydaje mi się, że ostatnio mało który z bębniarzy w metalowych kapelach pamięta jeszcze o tym, że perkusja to nie tylko instrument do bicia rekordów prędkości, ale przede wszystkim instrument po prostu i trzeba na nim grać.

Quazarre: Wracając zaś do odniesień, z całym szacunkiem dla Behemoth i Septicflesh, których to twórczość naprawdę lubię, niemożliwym było inspirowanie się ich nowymi płytami, bo ‘Adventvs’ nagraliśmy nim te jeszcze ukazały się na rynku! Powiem więcej, gdy Nergal podał do wiadomości publicznej tytuł nowej płyty pomyślałem: no tak, kurwa, teraz też każdy będzie pierdolił, że użycie w ramach naszych nowych numerów fragmentów „Dzieci Szatana” Przybyszewskiego jest wyrazem naszego ślepego zapatrzenia się w ten nasz najbardziej znany towar eksportowy... Dlatego też warto w tym momencie wrócić do tematu kupowania płyt, lub chociaż wypożyczenia ich od znajomego / znajomej będących w ich posiadaniu. Do czytania informacji zawartych we wkładkach itp. Bo tam wyraźnie stoi kto, co, kiedy, gdzie i jak. I wtedy jasnym, mam nadzieję, się stanie, że jednak nie wszystkim psom Burek…

Jak zrodziła się myśl, by wykorzystać do tak niecnych celów dzieło Stanisława Przybyszewskiego? Nie sądzę, by był to przypadkowy wybór.
Quazarre:
Te fragmenty pierwotnie miały „wylądować” już na ’Simulacra’, której przewodnią myśl postanowiłem podać słowami innych wielkich autorów, jednak obraz wyłaniający się z wywodów czołowego satanisty Młodej Polski niespecjalnie mi do tej myśli pasowała. Mając zaś nowe utwory, jak również zarys tekstów, którymi ostatecznie je opatrzyłem, wpadłem na to, że to właśnie ten czas, że jego „Dzieci Szatana” idealnie wpisują się w koncepcję stojącą za utworami o wymownych tytułach ‘Adventvs Regis’ oraz ‘Meteoron’.

Postawiliście tym razem na brzmienie bardziej organiczne, w sensie mniej syntetyczne, żywe. Słychać to zarówno w gitarach jak i w brzmieniu perkusji. To lubię! Mamy więc taki jakby powrót do korzeni w brzmieniu. Takie było założenie, czy wyszło w praniu?
Icanraz:
Mieliśmy już dość tych sterylnych nagrań, gdzie więcej gra komputer niż człowiek. Doszło nawet do tego, że słuchanie tych wygłaskanych produkcji metalowych zaczęło mnie dość mocno do wielu zespołów zwyczajnie zniechęcać. Kiedy grasz na jakimś instrumencie i wiesz to i owo o nagrywaniu w studio, to taką produkcję z komputera poznasz po paru dźwiękach. Uderzyliśmy pięścią w stół i powiedzieliśmy dość. Stąd też ‘Adventvs’ brzmi właśnie tak jak brzmi. Nie masz tam żadnych plastikowych triggerów na bębnach, wycackanych do granic możliwości śladów gitar i basu, gładkiego wokalu i patetycznych klawiszy. Produkcja ‘Adventvs’ to tak jakby brzmienie ‘Simulacra’ odwrócić na drugą stronę, hehe.

Quazarre: Przy czym warto zaznaczyć, że też tego typu brzmienie do muzyki zawartej na poprzedniej płycie kompletnie by nie pasowało. O powrocie do korzeni też raczej nie możemy powiedzieć, bo na demo Deviish Impressions, czyli na ‘Eritis sicvt Devs: Verbvm Diaboli Manet In Aeternvm - Vox Vespertlio Act I - Moon Var Dies Irae’ na beczkach zagrał przecież… ??? Automat perkusyjny! ;-) Z perspektywy zresztą czasu patrząc automat dość nieudolnie brzmiący.

Nie słyszę też za bardzo klawiszy i innych efektów, które dotąd były domeną Devilish Impressions. Klawisze faktycznie idą w odstawkę?
Icanraz:
Użycie 7-strunowych gitar dało nam więcej możliwości budowania klimatu bez konieczności sięgania po klawisze. Poszliśmy tym tropem i wykorzystaliśmy też czyste brzmienia gitar oraz gitary akustyczne. W oparciu o podstawowe instrumentarium da się zrobić więcej niż się niektórym wydaje. Naszym jedynym ogranicznikiem stała się wyobraźnia i poczucie dobrego smaku.

Quazarre: No, tak cudnie to ujął mój przedmówca, że teraz musiałbym chyba tylko coś o innych powiedzieć zmysłach ;-)

Druga część krążka to przypomnienie demówki z początków działalności. Jak bardzo ingerowaliście w ten materiał sprzed dwunastu lat? Przez ten czas trochę zmieniły się standardy np. brzmieniowe.
Icanraz:
Z pewnością, 12 lat to jednak kupa czasu… ‘Eritis Sicvt Devs’ zostało poddane jedynie re-masteringowi, co było już totalną koniecznością chociażby ze względu na to, że nowe numery są nagrane zwyczajnie głośniej. Poza tym nic więcej nie zmienialiśmy.

Quazarre: Całość zatem jest dokładnie taka, jaką została nagrana w roku 2002. Nie lubimy patrzeć za siebie, dążymy do tego, co przed nami. Wydanie demo potraktowaliśmy przede wszystkim jako nasz obowiązek względem wszystkich, którzy byli nam wierni przez wszystkie te lata. Wiadomo, że dziś można byłoby to zrobić o całe piekło lepiej, ale po co? Właśnie tak brzmieliśmy w tamtym okresie i właśnie w taki sposób chcieliśmy wówczas przekonać ludzi do poznawania naszego świata. Uważam też, że uczciwym z naszej strony jest dołączenie do nowych numerów tego 45-minutowego bonusa, dzięki temu bowiem ludzie mogą nie tylko poczuć przedsmak tego, co zamierzamy pokazać na nowej płycie, ale i zakosztować Devilish Impressions z okresu, gdy ten pozostawał wyłącznie projektem „studyjnym”. I że za stosunkowo niewielkie pieniądze mogą zaopatrzyć się w pięknie wydaną płytę z przeszło godziną muzyki.

Te stare kawałki to kolosy. Dziś w krótszym czasie trwania można zmieścić więcej treści, ale wtedy tak się grało. Uważasz, że na tamte możliwości zespołu to był dobry materiał? Moim zdaniem broni się po latach.
Quazarre:
Na tamten czas był to po prostu szczyt naszych możliwości. I nawet wtedy, mając świadomość braków produkcyjnych, byliśmy z tego materiału cholernie dumni. Paradoksalnie, pewna nieudolność aranżacyjna polegająca chociażby na tym, że w obrębie jednego utworu znajdziesz milion rozmaitych riffów czy klawiszowych wstawek, stała się jednym z największych atutów ‘Eritis…’ To wtedy przypięto nam określenie awangardy black metalu, z którego to określenia byliśmy naprawdę dumni. Bo awangarda to nic innego, jak forpoczta, etykieta świadcząca o pewnym elitaryzmie. Wiadomo, że dziś mamy w sobie więcej pokory wynikającej z nabytego na przestrzeni lat doświadczenia, wciąż jednak wierzę, że to, co proponujemy słuchaczom nadal nosi znamiona tej awangardy właśnie. Bo - nawet patrząc na naszą tylko scenę - Devilish Impressions od samego początku jest tworem bardzo w swej krucjacie konsekwentnym i na tej scenie dość mocno się wyróżniającym. Nie ulegliśmy trendom, nie zaczęliśmy grać technicznego death metalu, nie zaczęliśmy parać się thrash / black metalem, deathcorem, czy tak ostatnimi czasy popularnym shoegaze black metalem… Diabelskie Impresje to wciąż ten twór z krwi i kości, którego celem jest odkrywanie przed słuchaczem odległych przestrzeni i światów, który gra muzykę zakorzenioną w black i death metalu, od samego jednak początku nieodżegnującym się od kanonów rockowych i serwującym w ramach swoich kompozycji elementy, jakich inni użyć by się nie odważyli.

Skoro mamy zapowiedź nowej drogi Devilish Impressions, trzeba iść za ciosem. W przyszłym roku będziecie świętować piętnastolecie, więc to dobry czas, by zaskoczyć słuchaczy czymś wyjątkowym. Myśleliście już, jak będziecie świętować ten jubileusz?
Icanraz:
Myślę, że najlepszym ukoronowaniem tych piętnastu lat będzie nowy krążek - to będzie coś wyjątkowego. Mamy nadzieję, że nie tylko dla nas.

Quazarre: Tak jest!

Macie w planach jakąś trasę europejską? Wiemy już, że w Polsce nie warto się starać, więc trzeba szukać szczęścia gdzie indziej. Kontaktów trochę już załapaliście, więc nie powinno być większych problemów.
Icanraz:
Nie, żadnych bliżej określonych planów nie mamy. Póki co skupimy się na nowym albumie.

Quazarre: Nie uważam też, jakoby nie warto starać się grać na rodzimym poletku. Owszem, przez moment mocno się nad tym zastanawiałem, naiwnie być może wierzę, że coś się jednak znów u nas zmieni, że ludzie poczują znów ten głód przeżywania różnej muzyki na żywo, że będą sięgać głębiej niż to, co zaserwują media mainstreamowe i może nie tak zawsze głęboko, by ulegać opiniom tych nazbyt twardogłowych.

Z mojej strony to wszystko tym razem. Jeśli chcecie w jakiś sposób zachęcić czytelników do sięgnięcia po „Adventus” oraz wcześniejsze dokonania Devilish Impressions, to jest ten moment. Dzięki.
Icanraz:
Jeśli doczytali do końca tego wywiadu i wciąż nie czują się zachęceni to gór już w tej kwestii nie przeniosę. Dzięki.

Quazarre: Również dziękuję, a nieprzekonanym kij w dupę! Albo nie, niektórym mogłoby się to nazbyt spodobać ;-) Przekonanych natomiast zapraszam do zapoznania się z zawartością ‘Adventvs’ oraz na nasze koncerty!


www.devilishimpressions.bandcamp.com
www.facebook.com/devilishimpressions

Autor: Atrej

© Brutaleast | Design by: LernVid.com