Armagedon - Thanatology - retrospekcja

 Armagedon został założony w 1986r. przez braci Maryniewskich (Krizz & Slavo) i w Polsce chyba nie muszę ich nikomu przedstawiać. Kochani przez niektórych, przez innych niekoniecznie, ale tak to ze sztuką bywa. Uważani są za zespół kultowy, ale za granicą niedocenieni. Prawdopodobnie dlatego, że ich płyt nie wydały uznane firmy muzyczne. Winą może być również zbyt mała ilość koncertów i 11-letniej przerwa w działalności. Osobiście uważam ich za jeden z lepszych zespołów death metalowych na świecie. To nie pomyłka - jeden z najlepszych! - i jeśli nadal trzeba jeszcze kogoś przekonywać, sprawdzicie "Thanatology". Slavo był na tyle uprzejmy, aby odpowiedzieć na moje pytania,- a Wy sprawdźcie wynik naszej rozmowy.

Arek - Witaj Slavo, jaki jest feedback po, moim zdaniem, najlepszym Waszym dziele -"Thanatology"?

Slavo: Witaj, wielkie dzięki za taką ocenę naszej nowej płyty. Finalizując prace nad „Thanatlogy” wiedzieliśmy, że jest nieźle! Już na etapie wczesnej produkcji - naszego materiału w bardzo surowej formie słuchało wiele osób. Potem na etapie końcowych miksów (już w Sound Division Studio) odwiedzało nas wielu przyjaciół i za każdym razem odbiór był bardzo dobry. Każdy podkreślał duży progres z zachowaniem charakterystycznego stylu Armagedon. Gdy nasz nowy materiał (już w całości i gotowy) usłyszał nasz wydawca i przyznał to samo – wiedzieliśmy, że jest bardzo dobrze! Zamieszczaliśmy sukcesywnie w sieci kolejne (numery) zwiastuny płyty i naszym fanom również bardzo się spodobały. Potem, już po oficjalnej premierze przyszły pierwsze recenzje i opinie szerszej grupy odbiorców. Generalnie, odbiór płyty jest, więcej niż bardzo dobry ! Niestety w dzisiejszych czasach nie wystarczy spłodzić takie dzieło i myśleć, że wszystko potoczy się dalej „samo”… Pomimo dużego wsparcia od fanów, brakuje nam możliwości dotarcia z „Thanatology” do tak dużego grona odbiorców, na jaki zasługuje ta płyta. Reasumują, odbiór i recenzje płyty są bardzo dobre, ale nasz zasięg jest ograniczony…

A.: Po raz pierwszy miałem przyjemność usłyszeć Was na zamku w Ciechanowie - S'thrash'ydło 1989 lub 1990, już nie pamiętam. Szmat czasu temu. Jak oceniasz Waszą drogę od "Czasu Przetrwania" do "Thanatology"? Droga była wyboista, a i kłód rzucanych pod nogi też nie brakowało, co?

S.: Wiesz, grając tak ekstremalną muzę godzisz się na ciężką pracę i długą drogę. W tej muzie do sukcesu nie dochodzi się z dnia na dzień. Zazwyczaj są to lata ciężkiej pracy zespołowej (co jest niejednokrotnie bardzo trudne – przykładów zespołów, w których po latach zostali tylko liderzy, jest mnóstwo). My w tamtych czasach postawiliśmy na zespół. Byliśmy grupą przyjaciół, ale niestety z małych miast położonych gdzieś „in the middle of nowhere”… A to oznaczało ciężką i trudna drogę do przebicia się. Poza tym nie byliśmy zespołem grającym „popularne” dźwięki (nawet w metalu). Zawsze (nawet wtedy) był to totalny underground! Myślę, że nasz ówczesny sukces oprócz tego, ze wypluwaliśmy z siebie ciekawe dźwięki, zawdzięczamy naszym fanom, którzy wspierali nas niesamowicie, gdziekolwiek się pojawialiśmy z naszymi koncertami. Były trudy administracyjne, logistyczne, kontraktowe i wiele innych, ale myślę, że daliśmy radę. Nasze dwie pierwsze oficjalne produkcje : „Dead Condemnation” i” Invisible Circle” z tamtych czasów do dzisiaj mają status kultowych ! Później nastąpiła trochę wymuszona przerwa (nie zakładaliśmy, że potrwa tak długo) i już ponownie od blisko 6 lat nagrywamy kolejne płyty i gramy kolejne koncerty. Wiem, że nie czeka nas już spektakularna kariera… Rozumiemy to i może dlatego bez żadnego obciążenia i ciśnienia nagrywamy coraz lepsze materiały. Droga, którą przebyliśmy i kroczymy dalej nie jest łatwa, ale daje nam dużo satysfakcji !

A.: Ja osobiście mam wielki sentyment do tamtych lat. Często wspominam świetne zespoły, których już niema, takie jak: Egzekhutor, Imperator, Slashing Death i wiele, wiele innych i choć wiem, że przemijanie to normalna kolej rzeczy, to jednak łezka w oku się kręci. Jak Ty wspominasz ówczesną twórczość, koncertowanie itp., a jak oceniasz dzisiejsze czasy?

S.: Myślę, że jest to temat tak duży, że nie da się go opowiedzieć w kilku słowach. W czasach kiedy zaczynaliśmy (ok. roku 1986) wszystko było inne… Dosłownie. Świat, a w nim nasz kraj wyglądały zupełnie inaczej. Nasze pierwsze występy na żywo musiały uzyskać akceptację wojewódzkiego wydziału cenzury – czy to jest do wyobrażenia dzisiaj ? Oczywiście były niesamowite historie, niezapomniane koncerty oraz przyjaźnie, z których część przetrwała do dziś. Ale była też szarość i beznadzieja. Muza była dla nas również sposobem na oderwanie się od ówczesnej rzeczywistości. Poza tym, w odróżnieniu do dzisiejszych czasów – było jej po prostu mało. Wiem, że trudno sobie to dzisiaj wyobrazić, ale wtedy nie było powszechnego dostępu do zespołów, płyt, nagrań. Nie było festiwali z prawdziwego zdarzenia. Dopiero na początku lat ’90 sytuacja zaczęła się stopniowo poprawiać. Dzisiaj zalewa nas dokładnie wszystko i to w każdej dziedzinie życia. Nie inaczej jest z muzyką. Lubię sytuację, kiedy to ja decyduję kogo wybieram i słucham, na czyj koncert idę i z kim wywiad przeczytam. Niestety tak ogólnie dostępny każdy przekaz ma do przebycia trudną drogę do końcowego odbiorcy. Często wartościowe płyty nie docierają wcale do osób, do których są kierowane. Myślę, że jesteśmy dobrym przykładem takiego zjawiska…

A.: Uważam, że Wasz pierwszy CD po reaktywacji - "Death Then Nothing" był jednym z ciekawszych materiałów reaktywacyjnych. Czy dzięki tamtej płycie udał się Wam znowu zachęcić zachodni rynek muzyczny?

S.: „Death Then Nothing” to jednak głównie płyta powrotna, którą chcieliśmy przypomnieć się naszym fanom po wielu latach nieobecności. Z założenia była przeznaczona na nasz lokalny rynek. Nie prowadziliśmy agresywnej kampanii w celu wydania jej poza PL przez inne wytwórnie. Cieszymy się, że nasz wydawca Mystic Production poprzez sieć swoich dystrybutorów wydał naszą płytę w Europie i USA.

A.: Wróćmy do "Thanatology", kto jest autorem poszczególnych partii tego aktu, tj. liryki, muzyka, obraz?

S.: „Thanatology” to przede wszystkim wynik pracy zespołowej. Tak, jak zawsze w przypadku Armagedon - muza powstawała wieloetapowo i była tworzona przez Krizz’a i aranżowana wspólnie z Adamem. Teksty to moje dzieło, a art cover to nasz pomysł ubrany graficznie w okładkę przez Xaay’a (współpracowaliśmy już przy DTN). Myślę, że każdy z elementów nowej płyty współgra ze sobą, a zarazem może tworzyć oddzielne historie.

A.: Czy mógłbyśœnas wtajemniczyć, streszczając poszczególne utwory z tego albumu?

S.: „Thanatology” to zbiór nie tylko ośmiu zabijaczy dźwiękowych, ale to również osiem dość niepokojących obrazów związanych z odchodzeniem i przemijaniem. Proste historie, bez głębokich metaforycznych podtekstów. Myślę, że stanowią idealną jedność z naszymi kompozycjami. Wszystko razem bardzo dobrze współgra i się uzupełnia. Jest to również naturalna kontynuacja naszej poprzedniej warstwy tekstowej zamkniętej w słowach: death then nothing! Nie chciałbym analizować poszczególnych utworów – myślę, że stanowią pewną całość i następują po sobie w naturalny sposób. Każdy z nich zawiera jakieś inne, charakterystyczne fragmenty (np. chórki Cezara), ale najlepiej dojść do tego samemu, wsłuchując się w kolejne numery.

A.: Wydaje mi się, że doszliście już jako muzycy do etapu, gdy nic nikomu nie musicie udowadniać, tworząc kolejną płytę. Co jednak zagnało Armagedon'a po czterech latach odpoczynku do studia?

S.: Rzeczywiście to już cztery lata… Bardziej widzę jednak te cztery lata, jako dodatkowy balast na karku, niż odstęp od wydania „Death Then Nothing”. Wiesz, my rzeczywiście postrzegamy to trochę inaczej. Nie jesteśmy bandem, który ma sztywne obowiązki wydawniczo-koncertowe. Nasze kolejne płyty są raczej aktami twórczego podsumowania kilkuletniego czasookresu grania i tworzenia razem. Takie podejście pozwala nam wypluwać coraz lepsze i dojrzalsze dźwięki. Tak, też jest w przypadku „Thanatology”.

A.: Jak widzę line-up, znowu troszkę Wam się zmienił, czy miało to jakiś wpływ na czas tworzenia "Thanatology", a jaki na obecną moc koncertową Armagedon'a?

S.: Płytę nagrywali Slavo / Adam / Krizz / Bartosh, czyli w skład którym gramy już od kilku lat. Zawsze staramy się oddać i przekazać naszym fanom coś szczególnego i wyjątkowego! Ten czas, jaki sobie daliśmy od ostatniej płyty, wpłynął na nasze zgranie i zrozumienie się (również muzyczne) – mamy do siebie, jako zespół po tych kilku latach duże zaufanie. To spowodowało, że tworząc i nagrywając „Thanatology” wyszliśmy spoza standardowych szablonów, które towarzyszyły nam wcześniej. Tym razem każdy z nas wniósł dużo własnych pomysłów i miał dużo „wolności” twórczej. Mając „trzony” utworów z nieukrywaną radością obserwowaliśmy krok po kroku ich przeobrażanie się w bardzo pełne i muzyczne twory. Taki sposób pracy nad płytą przyniósł bardzo spójny, okazały i mocny materiał. Już po nagraniu płyty dołączył do nas na drugiej gitarze Bart (Azarath) bardzo wzmacniając naszą moc koncertową. Zagraliśmy już wspólnie kilka koncertów i „moc jest z nami” !!!

A.: Nauka o umieraniu, zdawałoby się taki prosty pomysł na tytuł albumu dla zespołów z nurtu metalu śmierci, a jednak wydaje mi się, że jako pierwsi w tym gatunku sięgnęliście po ten tytuł. Jak myślisz dlaczego?

S.: Hmmm, trudno powiedzieć… My już na etapie wczesnych prac nad płytą wiedzieliśmy w którym kierunku tekstowym podążymy. Szukaliśmy tytułu, który byłby spoiwem tych prostych historii. I myślę, że się udało. My nigdy nie tworzyliśmy jakichś nierealnych historii, nie śpiewaliśmy o smokach, czy innych bzdurach. „Thanatology” to konkret zarówno w formie przekazu słownego, hasła i muzyki !

A.: Dzięki Slavo za wywiad, który, mam nadzieję, przybliży sylwetkę polskiego Armagedon za oceanem i wszystkim innym metal maniacs zaglądającym na metalbite.com. Jeszcze raz dzięki i do zobaczenia na koncertach.

S.: Wielkie dzięki za tak dokładny magiel! Wszystkich, którzy chcieliby poznać Armagedon made in Poland zapraszamy na nasz profil:  http://armagedon.bandcamp.com/

 

© Brutaleast | Design by: LernVid.com