Quo Vadis 25 lat i coś więcej...

W muzycznym światku nazwa Quo Vadis została przybrana przez polskich i kanadyjskich muzyków. Ten wywiad przybliży 4 thrashersów z Polski. Przy okazji wizyty zespołu Quo Vadis w studiu HERTZ (braci Wiesławskich) udało mi się uszczknąć im chwilkę po - nagraniowego relaksu. Byli tak życzliwi, że zgodzili się odpowiedzieć na kilka moich pytań, racząc się płynem o herbacianej barwie, którym ich poczęstowałem. Quo Vadis, to zespół - legenda, przynajmniej na polskiej scenie metalowej. Sam fakt łojenia przez 25 lat thrash metalu, mimo różnych przeciwności losu, ukazuje moc i hart ducha tego zespołu. Niech ten wywiad ułatwi i zachęci Was do zapoznania się z ich twórczością. O muzycznych dokonaniach możecie przekonać się zaglądając na: http://quovadis.metal.pl/ , a odnośnie najnowszej przeszłości i przyszłości możecie przeczytać w tym wywiadzie.

 Arek: Witaj Skaya, jak tam samopoczucie po 25 latach walenia w grube struny, udał się jubileusz?

Skaya - Zajebiście się udał, chociaż my go jakby obchodziliśmy dwukrotnie w ubiegłym roku. Po raz pierwszy na naszej trasie wspólnej z Percival'em Schuttenbach'em, czyli na trasie Dominus Svantevitus, także to było takie podsumowanie naszej 25-letniej działalności, ale potem, ponieważ trasa ta skończyła się w maju, a taką naszą tradycją jest, że zazwyczaj gramy koncerty w Szczecinie w grudniu i tak też postanowiliśmy to specjalnie uczcić. Zaprosiliśmy naszych przyjaciół z In Extremis z Białegostoku, z Nikt'u, Scylla (aut.: wg plakatu: Anvill, Junkers) i Percival'i, co prawda Percival'e nie grali, ale towarzyszyli nam jako nasi przyjaciele. Taki kameralny skład, ale skuteczny. Scylla chyba jednak nie grała???
Cimas - niech to świadczy jak dobrze było, cha,cha,cha...
A.: Choć w Polsce można określić Was mianem zespołu "znanego", lecz poza granicami już nie koniecznie. Przybliż więc naszym czytelnikom zespół Quo Vadis.

Skaya - Zespół Quo Vadis istnieje 25 lat, w kurwe czasu, cha,cha,cha... Na gitarze Cimas i Matek, na bębnach - Seba-Borel i ja od samego początku. W tym składzie jesteśmy ponad 12-13 lat.
Cimas - czyli połowa, a to jedyny taki stabilny skład przez całą historię zespołu.
Skaya - tak, ta długowieczność Quo Vadisowa oparta jest o przyjaźń naszą. Jakby ważniejsze jest to, że lubimy ze sobą przebywać, niż umiejętności techniczne, choć one też są ważne. Pierwsza płyta ukazała się w 1991r. nosiła tytuł Quo Vadis, nawet jest duża szansa, że zostanie ona wznowiona przez szwedzką i brazylijską wytwórnię, z którymi prowadzimy rozmowy. No cóż nagraliśmy 9 płyt w tym 1 Ep-kę oraz 1 DVD , ale takie, które jest do pobrania na naszej stronie. Nie było to oficjalne-super wydawnictwo.
Cimas - To prawda, że nie jesteśmy znani poza granicami, ale po Infernal'u było więcej pozytywnych recenzji na zachodzie niż w Polsce. Dostawaliśmy kurcze sporo takich motywujących opinii. Polskie były raczej średnie, typu: a grają już tyle lat i nagrali to samo, natomiast dla nich byliśmy jakby debiutantem. Był w tym jakiś entuzjazm. Strasznie się cieszyłem z tego. Ktoś spojrzał na to chłodnym okiem, nie były one obarczone jakimś wieloletnim graniem, świadomie nie używam słowa na "L". Bo to słowo jakby dyskredytuje zespół, bo jak jesteś "L", więc kurwa grasz jak stary pierdziel, ale wybacza Ci się to, bo musisz tak grać, bo zacząłeś grać kiedyś tam. Tutaj nie było tego obciążenia. Te recenzje pokazywały jakby spojrzenie ludzi, którzy traktują naszą muzykę jak muzę debiutantów i to było świetne.
A.: Matek mam pytanie do Ciebie, może trochę spóźnione, ale z perspektywy czasu łatwiej będzie Ci na nie odpowiedzieć. Jako najmłodszy "składnik" Quo Vadis'a powiedz jak się odnalazłeś w tej kapeli? Quo Vadis ma swoją charyzmę, klimat, wodza, a jak wiadomo wodzu ma zawsze rację, ch,cha,cha...

Matek - Tak naprawdę to nie znalazłem się ja tylko Oni znaleźli mnie w sali nr 5 w "Słowianinie". (aut.-szczeciński dom kultury i miejsce prób Quo Vadis) Wyobraź sobie Arek, ja grałem wcześniej rock, blues, pop, funk. Ogólnie wyglądało to tak, że byłem w kościele, a Oni mnie z tego kościoła wyciągnęli, cha,cha,cha. No tak przecież ja nie chodzę do kościoła. W 2002r. grzecznie sobie grałem blues'a z zespołem Ogień, a później zaszedłem do nich. Oni już byli po 2 butelkach "wody" i gdy wypili 3 pojawiła się kwestia, czy mógłbym z nimi grać, ale sory Quo Vadis to dla mnie cały czas jest legenda. Wiesz ja w 1992r. byłem na ich koncercie w Jarocinie (aut.-legendarny polski festiwal muzyków rockowych /punk,metal itp.../)
Cimas - nawiasem mówiąc, Jacek, który grał wtedy z nami, nie mógł sobie pozwolić na granie koncertów. Musiał zająć się zarabianiem pieniędzy, bo rodzina i takie inne rzeczy. Cały czas czekało na niego miejsce w zespole, aż w końcu okazało się, że jednak go nie będzie, bo nie będzie miał czasu.
Matek - Czekaj bo jeszcze nie skończyłem. To jest bardzo ważne, jak pili tą 3 "wodę" padła propozycja żebym zagrał z nimi. Byłem zestresowany jak koń. Jak już przyszedłem na ich próbę, Oni mieli taki fajny specyfik-pieprzówkę, spirytus z pieprzem cayenne i gdy zobaczyli, że piję pod gumę do żucia, bo nie było popitki, to Cimas do Skayi powiedział - tak, dobry jest, poradzi sobie, cha,cha,cha... I tak oto pierdolnęło 12 lat, a nawet 12 i pół.
A.: Wróćmy jeszcze na chwilę do urodzinowego koncertu Quo Vadis, możesz nam przybliżyć jakieś ciekawe wydarzenia ze sceny i spoza? Nie byłem tam, więc chciałbym wiedzieć co straciłem, cha,cha,cha...

Skaya - A więc tak, była QuoVadisówka-cytrynówka, ale faktem jest, że dostaliśmy dużo fajnych prezentów, a jednym z nich był: Tomek i Wrona - obecnie grający w zespole Soul Ride from England, ale wcześniej grający w zespole Cordis i oni mają taką recepturę pysznej wódy spirytus rozrobiony z cytryną, cukrem itd... Przywieźli 4 flaszki z orginalnymi nalepkami, z imieniem każdego: Matek, Cimas, Skaya, Seba. Wcześniej to Oni zaprosili nas na trasę in UK. Od "Słowianina" dostalismy rysunek Sawki (aut.-znany polski rysownik, satyryk). Od In Extremis dostaliśmy 5 litrową beczułkę "ducha puszczy" i ogólnie było bardzo sympatycznie. Percival'e z nami wspólnie zaśpiewali tradycyjnie.
Cimas ze Skayą - Wiesz tam są 3 laski, które tak dodają ognia, a i my odczuliśmy ten plus. Dziewczyny wyszły, zaśpiewały było na prawdę bardzo fajnie, super! In Extremis'i też wyszli z nami. To super goście, fajnie nam się wspólnie gada, spożywa alkohol, fajnie się spędza czas.
A.: No właśnie. Chemikami nie jesteście, ale pewien związek chemiczny C2H5OH uparcie Wam wszędzie towarzyszy w tej muzycznej przygodzie. Czy po ostatniej trasie macie jakieś ciekawe doświadczenia z tą magiczną substancją?

Skaya - Były różne, ale wolałbym o tym nie mówić, cha,cha,cha... Chodzi o to, że jak zagraliśmy jeden koncert, akurat były urodziny Matka. To był koncert w Głogowie, no kurwa co to był za koncert, mamy moralniaka, chociaż zdjęcia wyszły rewelacyjne. Wiesz zazwyczaj jak jest trasa, to na pierwszych koncertach człowiek się rozgrzewa, a później wchodzi na taki fajny pułap, że wszystkie koncerty wychodzą dobre albo bardzo dobre. Ale właśnie trzeba uważać, żeby gdzieś nie przegiąć pały. No i właśnie to było to - zmarł Hanneman, Matka urodziny, no i już zanim dojechaliśmy do Głogowa, a umówmy się nie jest ze Szczecina potwornie daleko (aut.: ok.280km), no i tak się uszmaciliśmy, że potem bywało, że każdy grał inny kawałek.
Matek - Ale muszę nadmienić, że Skaya przyniósł wtedy 5 litrów wina własnej roboty for me. Wszystko odpierdzielone i tak dalej. Plus jeszcze inne wynalazki, typu Jack Daniel's itp...
Skaya i pozostali - Ale wolelibyśmy o tym nie mówić. Nie jesteśmy z tego powodu dumni. W ogóle brzydzimy się alkoholu i niech tak pozostanie, cha,cha,cha....
A.: Żeby nie być monotematycznym, przejdę z pytaniami w kierunku muzyki Quo Vadis. 25 lat to szmat czasu, macie na kącie 9 płyt i jedno koncertowe DVD. Jak oceniasz dorobek ćwierćwiecznej twórczości?

Skaya - Nie jest to jakiś oszałamiający wyczyn, gdybym miał to przeliczać na lata działalności, ale ich siłą jest konsekwencja i to, że wciąż pojawiają się nowe produkcje. Może i mogłoby to być częściej, ale na to się składa wiele czynników, bo jest to przedsięwzięcie mocno angażujące finansowo. Szczególnie po "Infernal Chaos", gdy nagrywaliśmy w Hertz-u, tam najwięcej było pracy zrobionej. Teraz jakby nie wyobrażamy sobie nagrywania gdzie indziej, a mieliśmy taką próbę, ale krótko mówiąc nie wyszło najlepiej. Chodzi mi o to, że jak już skończyliśmy "Infernal'a...", to była to najlepiej brzmiąca płyta. Generalnie jeżeli już decydujemy się na nagrania to są zobowiązania finansowe, więc nie można sobie co roku tego pykać, bo jest takie kaprycho, tylko jakby dojrzewamy do pewnego momentu i teraz właśnie jest czas na coś nowego.
A.: Skoro już zaczepiliśmy temacik, to przejdźmy do przyszłości. Jesteśmy w Studio braci Wiesławskich, a Wy jesteście po pierwszych nagraniach, uchyl rąbka tajemnicy następcy "Infrnal Chaos". Co, jak kiedy i dlaczego tak późno?

Skaya - Hmm, czy późno, tyle czasu ile trzeba było ;-)…. Teraz jesteśmy jakby po pierwszej części bardzo wstępnej. Zarejestrowaliśmy bębny. Jest to ważny moment, bo to jest jakby fundament i serce płyty, natomiast cała część pozostałości będzie nagrywana w Szczecinie, ale tak na sucho, żeby później tutaj z gówna skręcić bat ;-). Stylistycznie jest to naszym zdaniem Infrnalo-kontynuacja, chociaż będzie myslę bardziej na bogato, więcej melodii i harmonii ;-)
Cimas - Kiedyś próbowaliśmy eksperymentować. Był klawisz, rzeczy lżejsze, ale w pewnym momencie doszło do tego, że musi być kurwa pierdolnięcie, tylko gity, tylko bas i perkusja i na tym ma się opierać muza. Musi być jebnięcie bez żadnych dodatków i to musi wystarczyć. Ale tu dodatki będą, tylko na zasadzie dodatków, że będzie to ozdoba, a nie podstawa utworu. Jest jeszcze to piękne przy nagrywaniu płyty, że tak jak to było przy Infernal'u, nie wiadomo czego możemy się spodziewać. Infernal'a mieliśmy bardzo dobrze dopracowanego, każdy dźwięk był wycyzelowany, każdy dźwięk był przemyślany. Tutaj nie jest też inaczej, ale i tak efekt końcowy mnie przynajmniej zaskoczył. Dzięki realizacji bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, nie spodziewałem się tego.
Matek - Poza tym Skaya na próbach w ogóle nie śpiewa i na Infernal'u zaskoczyły nas już same wokale.
Skaya - Na razie roboczy tytuł zaproponowany przez naszego przyjaciela grafika, przez Ptysia, to jest Mind War, ale zobaczymy, czy się ostanie, czy pójdzie za tym grafika. Jakby jest pomysł, kumpel siedzi i pracuje nad tym, ale sobie podniósł wysoko poprzeczkę i zobaczymy co się z tego urodzi. Ale jeszcze nie wszystkie teksty są gotowe, bo teraz mocniej tekstowo Seba będzie się udzielał. Bardzo dobrze mi się śpiewa jego teksty. Są generalnie takie szyte na miarę.
A.: Planujecie jakieś wydawnictwo zwiastujące "10", jakiś singiel, EP, czy od razu pierdolniecie z grubej rury?

Skaya - Nie, nie planujemy żadnych takich wygibasów. Można zaliczyć tą EP "Novem" jako taki łącznik pomiędzy Infernal'em, a powiedzmy roboczo, Mind War'em. Nie planujemy niczego, od razu ma być w takiej wersji, luta, bez brania jeńców.
A.: Jest tak wiele kwestii, o których można byłoby z Tobą pogadać, jak chociażby Wasza przygoda z X Muzą. Miałem już kończyć, ale skoro powiedziało się "a", to trzeba powiedzić "b". Skąd zainteresowanie branży filmowej zespołem Quo Vadis?

Skaya - To może zbyt mocne słowo, ale był taki romansik, który wynikał z tego, że mieliśmy przyjemność poznać podczas pewnego koncertu Bogusława Lindę (aut.: znany polski aktor i reżyser), który zapowiedział nas znaną i wykorzystaną przez Nas sekwencją "a kto umarł, ten nie żyje".(aut.: film "Psy") Poczęstowaliśmy Go naszą płytą, a później też częstowaliśmy Go naszymi płytami, w każdym bądź razie, na którejś z nich był utwór "Ta Ostatnia Niedziela" (aut.: płyta "Po" 1999r.) Spodobała się jemu wersja tak zrobionego numeru, że jest mocna gitara i akordeon, wyziewy i znalzł formułę dla takiego numeru w swoim filmie, w "Sezonie Na Leszcza". Była taka strasznie miła sytuacja jak odebrałem telefon od Roberta Gonery (aut.: polski aktor), który był II reżyserem. Zagaił w ten sposób: "No cześć nazywam się Robert Gonera, dzwonię od Bogusława Lindy, który jest reżyserem filmu "Sezon Na Leszcza", a ja II, zapytać Cię, czy zespół Quo Vadis...", a ja - TAK! Goner-"Bo wiesz tu miałby być utwór Janusza Laskowskiego albo "Beata z Albatrosa", albo "Żółty Jesienny Liść". Jest taka ważna scena gdy Oni są w knajpie, a w tle ma napierdalać ostra muza, aczkolwiek takiego szlagieru. Tylko mam prośbę - macie na to 2 tygodnie, bo my tą scenę będziemy kręcili za 2 tygodnie i do tego czasu musimy mieć demo, żeby to tam leciało, żeby można było nagrać tą scenę". My spięliśmy dupy i zrobiliśmy te utwory w przeciągu tygodnia. Zadzwoniłem do Gonery: "...słuchaj gdzie ja mam to wysłać?" On-"jeżeli wyślesz to dzisiaj, to ślij do Wałbrzycha na adres jakiegoś hotelu, a jeżeli nie, to jakieś inne..." Wysłałem do tego Wałbrzych, ale zaznaczyłem, że są to już utwory gotowe-ostateczne. Potem jako taki feedback Gonera powiedział: "Kurwa, co nas męczył Bogusław L. tymi kawałkami, były non stop piłowane". Jeszcze trzeba dodać, że producenci filmu kontaktowali się z autorem-Januszem Laskowskim, czy aby w takiej wersji mogą być te utwory wykorzystane? On też dał temu błogosławieństwo, a wcale to nie jest z nim taka prosta sprawa. Mieliśmy na naszym kanale You Tube z koncertu akustycznego kawałek "Żółty Jesienny Liść" i nam zablokował ten utwór jako autor. Oczywiście przeprosiliśmy Go za to, że nie skonsultowaliśmy tego z Nim. Także taka to była historia z filmem. Po drugie miałem przyjemność „zagrać” epizodyczną rólkę narratora w takim alternatywnym, zwariowanym filmie "AIRAM"( https://www.youtube.com/watch?v=h2gyJEG2-Do ), no i teraz ostatnio nagraliśmy tytułową piosenkę do filmu o Szczecinie pt.: „PŁONĄCY SZCZECIN” – film ma być nietypową promocją miasta bo ma przedstawić miasto za pomocą filmu, który ukaże jego apokalipsę ;-), efekty specjalne, wybuchy, ogień itp. W szczecinie wzbudza to strasznie dużo emocji i kontrowersji ;-))) to i my nagraliśmy kontrowersyjny utwór ;-)
A.: Dzięki za tą "chwilkę" i do zobaczenia na koncertach.

Wszyscy - dzięki za wywiad i ten świetny trunek, którego już nie ma. Masz Arek drugą butelkę, cha,cha,cha....

© Brutaleast | Design by: LernVid.com