Z Voidem o Totenmesse

Kategoria: wywiady
Utworzono: wtorek, 04, czerwiec 2019 19:38
Arek

 Arek: Witaj, co słychać w ekipie Totenmesse, bo jak widzę po pierwszych plakatach zaczynacie powoli wyłazić z piwnic?

Void: Witam, witam. Odpowiadam już post factum, więc przede wszystkim muszę sprostować kwestię naszego udziału, a właściwie naszej absencji na Into the Abyss Fest. Otóż w wyniku pewnych nieprzewidzianych i poważnych komplikacji Totenmesse zmuszone było odwołać swój występ. Na szczęście sprawy już się wyprostowały i jesteśmy w pełni gotowi na podjęcie kolejnych wyzwań, podług starej zasady – co nas nie zabije, to nas wzmocni. Na dzień dzisiejszy pewny jest gig 12 października w ramach God Be Gone Now Fest III w Warszawie, gdzie wystąpimy u boku m. in. Infernal War i Moloch Letalis. Zakładam jednak, iż kilka wstępnych planów wykrystalizuje się zapewne w najbliższym czasie.

 Skoro grę wstępną mamy za sobą, powiedz mi z czyjej inicjatywy powstał ten plugawy twór - Totenmesse? Czy impulsem była hibernacja/rozpad Hell United?

Tak, zdecydowanie. Po rozstaniu się z bębniarzem zrobiliśmy sobie chwilową przerwę od grania. Stwierdziliśmy, iż formuła Hell United na tamten moment się wypaliła i poczwara ta została odsunięta w cień na bliżej nieokreślony czas. Odezwały się w nas natomiast mocne pierwotne instynkta i inklinacje do zwrócenia się w rejony od dłuższego czasu traktowane przez nas po macoszemu. Zapytaliśmy Priesta, z którym znamy się od lat, czy nie byłby zainteresowany udziałem w powstającym tworze. Był. Niedługo później podobne pytanie zadaliśmy Stawroginowi i dostaliśmy bardzo podobną odpowiedź. Początkowo wszyscy do sprawy podchodziliśmy lekko, jednak w miarę zagłębiania się w nasze wspólne pomysły zaczęliśmy Totenmesse traktować bardzo poważnie. W ten sposób luźny projekt przerodził się w dobrze naoliwioną machinę dekadencji i nihilizmu. 

 Nie trudząc się w ckliwe opowiastki przyznać muszę, że "To" był dla mnie najlepszym debiutem 2018r., ale coś wydaje mi się, że Wy nie jesteście zaskoczeni jego mocą, zgadza się?

Dziękuje za dobre słowo! Bardzo nas cieszy fakt, iż nasza ciężka praca nie pozostaje bez echa i znajdują się tacy, którym nasza wizja metalu przypadła do gustu. Inni widocznie potrzebują nieco więcej czasu. Co do naszych oczekiwań (bo zakładam, że o to Ci chodzi), to powiem krótko – każdy zna się na swojej robocie, a wielkie kolektywne sito pomysłów jeszcze na etapie piwnicy pozwala wyselekcjonować te najlepsze i zaprząc je do naszych celów. A moc? Takie było założenie.

 Jeśli dobrze prześledziłem Twoją działalność muzyczną, to już na debiutanckiej płycie Eclipse posmakowałeś wokalnych możliwości. Na "Aura Damage" Hell United Twoje wokale brzmią naprawdę mocarnie. Jak doszło, że w Totenmesse rola ta przypadła Stawroginowi?

 Mile łechcesz moją próżność i widzę, że dobrze się przygotowałeś, ale odpowiedź na Twoje pytanie jest stosunkowo prosta. Totenmesse z założenia miał być zupełnie inny, miał także być (w odróżnieniu od Eclypse, czy ostatniego wydawnictwa H.U.) projektem oscylującym zdecydowanie bardziej w rejonach black metalu, o czym wspomniałem wcześniej. Wszystko to zostało w pełni zrealizowane dzięki Stawroginowi. I tyle.

 Powiedz nam, czy Void poza Totenmesse jest fanem metalu z krwi i kości, czyli odwiedza lokalne koncerty, przegląda co w metalowej trawie piszczy itp...???

Heh, staram się być na bieżąco, jednak proza życia niekiedy mi to utrudnia. Na szczęście dzięki szeroko pojętym mediom elektronicznym można dowiedzieć się sporo i zobaczyć to i owo. Przyznam jednak, że żadne technologie HD nie zastąpią tych emocji i doznań, które stają się Twoim udziałem podczas oglądania koncertu na żywo, dlatego, jeżeli tylko mogę, jadę na koncert.

 Wracając do Waszego debiutu muszę stwierdzić, że "To" jest bardzo emocjonalną i nieoczywistą płytą. Takie było założenie, czy to wyraz waszych charakterów? 

Istotnie w powstawaniu materiału każdy z nas miał swój udział, a że stanowimy zgraję zdziwaczałych indywidualistów, to fuzja takich postaw siłą rzeczy nie może być oczywista. A emocje są naturalnym elementem egzystencji i cieszę się, że udało się nam je przekazać przez "To".

 Do tej Waszej nieoczywistości doskonale wpasowuje się cała oprawa graficzna, która wyszła spod ręki Sarsa (Furia, Wędrowc Tułacze Zbiegi itd.). Opowiedz nam o powstaniu tej okładki, czy jest czystą interpretacją autora grafik, czy może wyrazem Waszych wskazówek?

Może Cię rozczaruję, ale nie będzie długiej porywającej opowieści z trzymającym w napięciu finałem. Sprawa jest stosunkowo prosta – Sars dostał od nas materiał do posłuchania i pod jego wpływem zaczął tworzyć koncepcje layoutu, które poddawane były przez nas surowej ocenie. Sars ma łeb nie tylko do muzyki, dlatego szybko udało nam się odnaleźć płaszczyznę porozumienia. No i efekt końcowy, z którego jesteśmy bardzo zadowoleni jest równie nieoczywisty jak "To".

 Przypuszczam, że wszyscy świadomi byliście konsekwencji udziału Priesta i Stawrogina w Totenmesse. Zwłaszcza charyzmatyczny głos Stawrogina wręcz mimowolnie przywołuje porównania z jego wcześniejszymi wydawnictwami spod znaku Odrazy, czy Biesów. Miało to dla Was jakieś znaczenie?

Oto mi ludzka podłość kałem w źrenice bryzga, jak to kiedyś powiedział jeden znajomy poeta. Cóż, nie można winić ludzi za to, że lubią segregować i wrzucać wszystkiego, co napotkają do należycie opisanych worów. Tym bardziej, że wspomniani goście są faktycznie charakterystycznymi muzykami, którzy w jakimś sensie kroczą ścieżką własnego stylu. Wydaje mi się jednak, że istnieją pewne subtelne różnice, które dają możliwość odróżnienia „Esperalem tkane” od chociażby „To”.

 Zaczepmy temat tekstów, tu też odnajdziemy kolejną nieoczywistość. Czarne, nihilistyczne, a jednak poetyckie i z wykorzystaniem twórczości Słowackiego, czy Broniewskiego. Tekstami wspieracie klimat płyty, czy są orężem do walki z marnością tego świta?

Utwory, które wykorzystaliśmy na „To” doskonale wpisują się w nasze odczucia, a piękną ołowianą klamrą spinającą wszystko do przysłowiowej kupy są nostalgiczno-destrukcyjne przemyślenia Stawrogina, Rzultego i naszego znajomego Dominika, który na co dzień wspiera Licho. Wszystko to z pewnością nadało posmaku muzyce, złamanego nieco szczyptą nieoczywistości. I to cieszy.

 Ostatnią niejednoznaczność, a nawet pewną muzyczną niespójność odnajduję w coverze King Crimson-21st Century Schizoid Man. Dostrzegłem pewne podobieństwa przy kowerowaniu Fight Fire With Fire Metalliki w ramach Hell United, lecz tej wersji K.C. nie powstydziliby się nawet grindowcy. Rozumiem spójność liryczną, a jednak pojawia się pytanie WHY?

Rozmawiając o ewentualnym coverze braliśmy pod uwagę numery nie wpisujące się w ekstremalny metal, a wałek King Crimson zaproponował Stawrogin. Jego wizja tego numeru po prostu nas porwała. Z perspektywy czasu widać, że to był świetny pomysł, jako że połowa obcujących z „To” nienawidzi tej interpretacji, a druga połowa ją uwielbia. To świadczy dobitnie, że nasza wizja muzyki wzbudza emocje. I o to chodzi.

 Rzuć nam odrobinę światła przyszłości, czy Totenmesse to zespół ogniskujący się w obszarze black/death metalu, czy mimo lub dzięki swej bezkompromisowości zamierzacie zaglądać również na inne muzyczne podwórka? 

W najbliższej przyszłości planujemy nagrać kilka nowych numerów, odsłaniających nieco inne oblicze Totenmesse, ale czy oddalimy się od metalowego światka? Raczej nie. Jednak nie jestem w stanie przewidzieć, co przyniesie przyszłość. Jedynym pewnikiem jest nieuchronny koniec…

 Dzięki za Twój czas poświęcony na ten wywiad. Mam nadzieję, że ta "Msza żałobna" trwać będzie, a owoce jej smakować będziemy w niedalekiej przyszłości?

Również mam taką nadzieję! Dzięki za wywiad.

Arek