O BANISHER z Hubertem

 

        

 

Arek - Witaj Hubert, dzięki za chwilę poświęconą dla MetalBite. W końcu wyrzuciłeś z siebie ten album. Jesteś usatysfakcjonowany, czy wręcz zadowolony z efektu finalnego? Uważam, że powinieneś być.

Hubert - Jestem mega zadowolony z efektu finalnego. „Degrees of Isolation” to najlepszy, najbardziej dojrzały i kompletny pod każdym względem album, który do tej pory nagraliśmy z Banisher.

- Całe szczęście, że nie musiałem doświadczyć tego przez co musieliście przejść 3 lata temu. Długo trwało nim przetrawiłeś złość, smutek, odosobnienie w dźwięki i słowa, bo jeśli dobrze przeczytałem tematem tekstów są właśnie tamte wydarzenia?

Powrócenie do normalności zajęło mi dobrych kilka miesięcy. Nie było łatwo. Na szczęście miałem niesamowite wsparcie wśród rodziny, przyjaciół i znajomych, dzięki czemu udało mi się relatywnie szybko stanąć na nogi. Granie koncertów również pomogło. Gdy zobaczyłem te wszystkie mordeczki pod sceną, ludzi, którzy cieszyli się z naszego powrotu, wiedziałem, że od teraz będzie już z górki.
Teksty na „Degrees of Isolation” opowiadają o odczuciach i emocjach doświadczanych podczas bycia zatrzymanym, pobytu w areszcie oraz po wyjściu na wolność. Wszystko oparte na prawdziwych przeżyciach. 

- Jesteś w stanie opowiedzieć, co działo się w Twojej głowie, gdy rozbawiony, po koncercie nagle zostałeś zatrzymany w obcym państwie, z dala od najbliższych i z tak poważnymi oskarżeniami? Nagle z widza niejednego amerykańskiego filmu stałeś się elementem tej popieprzonej maszyny "wymiaru sprawiedliwości".

No na początku wydawało mi się że to jakiś absurdalny żart i nieporozumienie. Scena rzeczywiście jak z filmu, 10 policjantów z shotgunami w kevlarach zawija Cię w krótkich spodenkach i klapkach tak jak stoisz. Dobrze, że miałem przy sobie telefon i portfel. Potem już było tylko gorzej. Tygodnie oczekiwania, transport przez 4 stany, gdzie zwiedziłem 10 różnych aresztów, a potem tylko oczekiwanie na to co dalej. Na szczęście skończyło się „w miarę” dobrze, ale to co przeżyłem, jest wręcz nie do opisania.

- OK, wróćmy do Banisher'a. Zespół zakładałeś z pałkerem Michałem Suchem, a każdą płytę nagrywałeś w innym składzie. Powiedz, czy od samego początku to Ty byłeś spiritus movens tego zespołu?

W zasadzie tak. Wszystkie numery skomponowane w Banisher zawsze były mojego autorstwa. Na ostatniej płycie miałem również znaczący wkład w warstwę liryczną.

- Rozumiem, że wszyscy nowi muzycy to kumple, z którymi spotkałeś się kiedyś na scenie. Jak zorganizowałeś ten zaciąg do Banisher'a?

Będąc aktywnym na scenie i grając koncerty od ponad 15 lat, siłą rzeczy poznajesz większość muzyków, którzy również grają w innych zespołach. Oprócz tego, monitoruję różnych muzyków na youtube czy innych portalach social media, oraz chodzę na wszystkie koncerty w okolicy kiedy tylko mam wolne od grania lub jestem gdzieś w okolicy, więc mam dosyć dobre rozeznanie. Więc jeśli przychodzi moment, w którym muszę znaleźć kogoś do zespołu, to z tyłu głowy mniej więcej wiem, kto by się nadawał na daną pozycję i po prostu pytam, czy byłby zainteresowany graniem. Miałem przyjemność grania z wieloma fantastycznymi muzykami we wszystkich zespołach, w których się udzielam, co mnie bardzo cieszy, bo oprócz tego, że grając z dobrymi muzykami sam podciągasz swój warsztat jako instrumentalista, to na dodatek grasz z ludźmi których znasz i lubisz.

- Od powstania Banisher'a gitarowo zawsze to był i jest techniczny death metal, ale wokale to już inna bajka. Na początku growle i ryki z pogranicza grind-u, a teraz bardziej rozbudowane i zróżnicowane, przypominają środek twórczości Dekapów. To celowa, czy raczej naturalna przemiana?

Wydaje mi się, że raczej naturalna. Każdy z gardłowych Banisher miał inny rodzaj głosu, inną barwę i inny styl, w związku z czym te różnice były słyszalne. Z drugiej strony, zarówno zespół jak i muzycy którzy udzielali się bądź udzielają w Banisher z biegiem czasu rozwijają się muzycznie i nabierają doświadczenia, stąd też naturalną koleją rzeczy jest to, że wokale z każdą kolejną płytą są po prostu coraz lepsze. 

- Jak to się stało, że choć cover'em zajął się nowy grafik, to kolorystycznie obie ostatnie płyty utrzymane są w podobnym klimacie?

Ciężko mi powiedzieć. Łukasz dostał wytyczne co do okładki, miał wgląd w teksty i muzykę i po prostu dostał wolną rękę w stworzeniu ilustracji do „Degrees of Isolation”. Wyszło fenomenalnie. Wydaje mi się, że fajnie się złożyło, że klimatem obydwie okładki są zbliżone do siebie, choć nie był to zamierzony efekt. Z drugiej strony, tematyka utworów na obydwu albumach jest raczej mroczna, depresyjna i zeschizowana, co doskonale oddaje obrazek zarówno na „Oniric”, jak i na „Degrees”.

- Gra w Decapitated, to z pewnością wielowymiarowy rozwój, ale czy z drugiej strony nie jest to pewne ograniczenie dla działalności Banisher'a? Są jakieś szanse zobaczyć Was w tym roku na żywo?

Niestety, ale każdy z nas, nie tylko ja, jest dosyć mocno zajęty w innych zespołach, czy projektach. Zebranie naszej czwórki do kupy w jednym miejscu graniczy z cudem. Mieszkamy w 4 różnych miastach w dwóch różnych krajach, co również nie pomaga. Mimo to, w tym roku chcemy się w końcu zebrać na więcej niż parę pojedynczych sztuk i pograć więcej. Tym bardziej, że w tym roku stuknie nam 15 lecie. W związku z tym, powoli zaczynamy planować coś na drugi/trzeci kwartał 2020.

- Poza Banisher'em i Decapitated wspomagasz koncertowy skład Acid Drinkers, a także udzielasz się w Redemptor'ze. Swego czasu byłeś również nauczycielem w krakowskim Guitarmanic. Czy to wszystkie twoje muzyczne przedsięwzięcia?

Tylko Banisher to od początku do końca mój projekt. Guitarmanic to szkoła gitarowa założona przez Daniela Keslera, podobnie sprawa ma się z Redemptor. Acid Drinkers zacząłem wspierać na koncertach pod koniec 2019 roku. Decap to oczywiście zespół Vogg'a. Z innych muzycznych przygód miałem okazję grać jako muzyk koncertowy w kilku zespołach, miałem też po drodze kilka udanych i mniej udanych projektów. Oprócz tego udzielam prywatnych lekcji gitarowych i basowych oraz udzielam się jak muzyk sesyjny/studyjny.

- Jakie są szanse abyś w niezbyt odległym czasie spotkał się z Danielem i Xaay'em by otworzyć kolejny rozdział Redemptor'a?

Tak! Redemptor powróci w tym roku z nową EP. Spotkaliśmy się z chłopakami parę tygodni temu i zaczęliśmy wspólnie ustalać plan działania. Oprócz nowego wydawnictwa planujemy również uderzyć z koncertami w drugiej połowie 2020 roku.

- Pierwsze płyty wydałeś przez amerykańskie labele (Torn Flesh Records i Unquiet Records) by ostatecznie trafić pod skrzydła polskich wydawców (Deformeathing Production i SelfMadeGod Records). Czym spowodowane było takie zachowanie, poszukiwania, czy potrzeba chwili?

Pierwsza płyta Banisher została wydana własnym sumptem, Torn Flesh Records zaoferowało nam dystrybucję cyfrową albumu. Unquiet Records jest wytwórnią naszego poprzedniego wokalisty Tytusa. Z każdą płytą poszukiwaliśmy wydawcy, który będzie nam w stanie zaoferować jak najlepsze warunki współpracy. Każda poprzednia wytwórnia wywiązała się ze swoich obowiązków bardzo dobrze. SelfmadeGod Records jest kolejnym krokiem naprzód dla zespołu.

- Mam nadzieję, że nie zamęczyłem Ciebie tymi pytaniami. Jeszcze raz dzięki za Twój czas i mam jednak nadzieję, że do zobaczenia na koncercie Banisher'a.

Dziękuję za wywiad i myślę, że możesz spokojnie liczyć na nasze występy live w niedalekiej przyszłości.

    

Arek

© Brutaleast | Design by: LernVid.com