Crystal Viper - "Robimy po prostu swoje"

Ten zespół nie ma w życiu łatwo. Z jednej strony zyskał wierne i oddane grono prawdziwych fanów, wydał masę płyt, które zyskały spore uznanie nawet w egzotycznych krajach, koncertuje na największych europejskich festiwalach u boku największych legend metalu, a z drugiej jest praktycznie nieobecny na rodzimej ziemi. Dlaczego tak się dzieje? Z każdą kolejną płytą Crystal Viper pnie się przecież coraz wyżej, a najnowsza, wydana u schyłku minionego roku, dowodzi, że w tak mało rozwojowej muzyce jak heavy metal, jest jeszcze sporo do zrobienia. Na temat nowej płyty, przyczyn zerowego zainteresowania zespołem w Polsce oraz kilku fajnych ciekawostek rozmawiałem z liderką, wokalistką, gitarzystką, autorką tekstów i muzyki w jednej osobie. Przed Wami Marta Gabriel!

Crystal Viper to bardzo aktywny i zapracowany zespół. Od poprzedniej płyty minął zaledwie rok, licząc kalendarzowo, a Wy uderzyliście ponownie. Nie chcieliście odetchnąć trochę dłużej, żeby naładować akumulatory? Sami narzuciliście sobie takie tempo, czy popędzali Was fani i wydawca?
Marta Gabriel:
Minęło tak naprawdę półtora roku od wydania poprzedniej płyty, a to sporo czasu. Prawda jest taka, że piszę muzykę praktycznie cały czas, więc część utworów z "Possession" powstała już dawno, część zupełnie na świeżo. Odetchnąć? My kochamy to, co robimy, jesteśmy uzależnieni od kreatywności! Uwielbiamy grać, komponować, nagrywać, występować, potrzebujemy tego jak powietrza i wody. My żyjemy tym, co robimy, kochamy heavy metal i muzykę w ogóle. Gdyby były ku temu odpowiednie warunki to pewnie nagrywalibyśmy jeszcze więcej płyt, i wierz mi, każdy z muzyków Crystal Viper jest zaangażowany w dodatkowe projekty lub je planuje.

W 2013 roku minęło 10 lat od założenia zespołu. Czy tak szybka premiera „Possession” ma jakiś związek z obchodami tego jubileuszu? W jaki jeszcze sposób go uczciliście?
Marta Gabriel:
Tak naprawdę, to my raczej traktujemy rok 2006 jako rok narodzin zespołu. Nazwa Crystal Viper pojawiła się w 2003 roku i robiliśmy jakieś tam nagrania demo, ale prawdziwe narodziny zespołu to 2006 rok, kiedy ustabilizował się pierwszy skład, który nagrał cover Manilla Road i zaraz potem pierwszy album. Tak więc nie, nie obchodziliśmy jubileuszu w jakiś specjalny sposób.

Rekordowy czas był między 2009, a 2010 rokiem, kiedy to najpierw ukazała się płyta „Metal Nation”, później w tym samym roku kompilacja, dwa single, następnie album koncertowy i kolejny album studyjny „Legends”. W międzyczasie zagraliście pewnie jeszcze mnóstwo koncertów w Europie. To był dla Was zapewne szalony czas. Nie za dużo od siebie wymagacie za każdym razem?
Marta Gabriel:
No faktycznie, sporo się tego wtedy ukazało... Widzisz, to nie jest tak, że poruszamy się według jakiegoś planu, to raczej coś na zasadzie "Mamy coś fajnego? Mamy. Wydajemy? Wydajemy". Jesteśmy wdzięczni losowi za możliwości, które przed nami stawia, i po prostu staramy się z nich korzystać. Tak jak odpowiedziałam w pierwszym pytaniu: kochamy to, co robimy, to nam daje energię i nas napędza.

Wróćmy do najnowszej płyty. Podczas sesji nagraniowej po raz pierwszy użyliście gitar akustycznych, które, muszę przyznać, świetnie pasują do klimatu płyty. Skoro zrobiliście ten pierwszy krok, czy w przyszłości zamierzacie wykorzystać również inne dodatkowe, może nawet nietypowe instrumenty?
Marta Gabriel:
Gitary akustyczne są obecne w heavy metalu od dawna, ale fakt, u nas ich do tej pory nie było. Pasowały do nowych utworów, więc z nich skorzystaliśmy - efekt końcowy chyba wyszedł nienajgorzej, więc zapewne znowu do nich sięgniemy w przyszłości. Nietypowe instrumenty? Hmm, nie planujemy niczego niezwykłego, ale nigdy nie wiadomo. Do tej pory dość często wykorzystywaliśmy fortepian i organy kościelne, więc na pewno znowu z nich skorzystamy, a czy pojawi się coś nowego, to już czas pokaże.

Marta, w materiale video dokumentującym proces powstawania płyty opowiadałaś, że swoje partie wokalne nagrywałaś w całkowitej ciemności. Rozumiem, że pozwoliło Ci to wczuć się w klimat poszczególnych utworów. Czy pozwoliło Ci też wyluzować się bardziej i dać ponieść emocjom? Wiadomo, że w normalnych warunkach każdy na Ciebie patrzy, a to może być stresujące.
Marta Gabriel:
Tak, dokładnie. Odkryłam to tak naprawdę przy poprzednim albumie, kiedy musiałam znaleźć sposób, żeby dobrze wczuć się w tekst - w końcu zarówno poprzednia jak i obecna płyta to koncept albumy, gdzie teksty są dzielone na role. Może nie tak do końca o to chodzi, że ktoś na mnie patrzy kiedy nagrywam i to mnie stresuje - bo z tym akurat nie mam problemu - raczej chodzi o to, żeby nic mnie nie rozpraszało. Zostaje tylko muzyka i tekst, który muszę zaśpiewać. Całkowicie odcinam się wtedy od świata zewnętrznego. To trochę porównywalne do tego, co się dzieje na scenie, kiedy praktycznie tracę kontakt z rzeczywistością, adrenalina się gotuje i jestem w transie, zero kontaktu z rzeczywistością. Liczy się tylko scena, muzyka, i energia, którą daje nam publiczność.

Według zapowiedzi „Possession” miało być wzbogacone o elementy doom, a nawet black metalu. Kawałki miały być cięższe i mroczniejsze, a ja odnoszę wrażenie, że to „Crimen Excepta” posiada wszystkie te elementy, zaś „Possession” jest dużo... pogodniejsza i lżejsza. Wszystko wyszło tak, jak to sobie na początku zaplanowaliście?
Marta Gabriel:
Wszystko wyszło tak jak zaplanowaliśmy. Wiesz, wszelkie porównania należy zawsze traktować z przymrużeniem oka, choćbyśmy nie wiadomo co robili, nigdy nie zabrzmimy jak inny zespół. Te porównania czy rzucanie nazw innych zespołów wynikają z tego, że wszyscy w Crystal Viper, jak i ludzie z naszego otoczenia, słuchają bardzo dużo muzyki, wszyscy są fanami heavy metalu i innych gatunków metalu, każde z nas zbiera płyty, jeździ na koncerty i tak dalej. Więc kiedy powstawał nowy materiał, mieliśmy przykładowo gotowy utwór "Why Can't You Listen?" - i ktoś rzucił hasło "ten riff brzmi jak Black Sabbath albo Candlemass", albo kiedy zrobiliśmy "Prophet Of The End", to ktoś inny powiedział "to brzmi jak Bathory "One Rode To Asa Bay"". Ale takich porównań były setki, każdy słyszy coś innego. Przykładowo wiem, że nasza wytwórnia promuje album jako klasyczny heavy metal dla fanów Warlock, ale o ile kocham ten zespół, tak ciężko mi znaleźć jakieś podobieństwa, poza faktem, że w obu zespołach są wokalistki. Nasi fani z kolei porównują nas do Running Wild czy Chastain z jednej strony, a do Nightwish lub Halestorm z drugiej strony. To w sumie bardzo fajne i miłe, że pojawia się tak wiele różnych nazw. Zapewniam Cię, że to nie jest tak, że siadamy w kółeczku i stwierdzamy "dobra, do teraz zerżnijmy coś z Iron Maiden". Robimy po prostu swoje, bez zastanawiania do czego to jest podobne.

Nowy album jest na pewno epicki i przebojowy, a każdy z utworów ma w sobie coś, co mocno zapada w pamięć. Jak udaje Ci się dobrać dźwięki do historii, które opowiadasz w tekstach, bo taki zdaje się system komponowania przyjęłaś? Masz specjalny system zapisu linii melodycznych?
Marta Gabriel:
Tak, kiedy mam już pomysł na historię i wstępny zarys tekstów, i kiedy wiem, co chcę opowiedzieć muzyką, to zabieram się za dobieranie elementów układanki, czyli w tym wypadku kompletowanie muzyki. To trochę jak z robieniem filmu, przynajmniej w przypadku koncept albumów - wszystko musi do siebie pasować, mieć swój sens i miejsce. Nie możesz przykładowo zrobić wesołego, radosnego utworu z tekstem o zabijaniu, chyba, że tekst jest opowiadany z perspektywy psychopaty. Jednym z moich marzeń jest zrobienie muzyki do filmu, to byłoby coś naprawdę wspaniałego. Aczkolwiek z samym komponowaniem zazwyczaj jest tak, że "słyszę" w głowie gotowy utwór, muszę tylko włączyć sprzęt i go nagrać. Dlatego też zawsze mam przy sobie coś do nagrywania i bardzo często się zdarza, że idąc ulicą nagrywam na telefon muzyczne pomysły, które akurat przyszły mi do głowy, żeby nie umknęły zanim dojdę do domu.

Często zdarza się, że ta pierwsza staje się również ostateczną? Jesteś mocno krytyczna wobec siebie, czy to reszta zespołu podpowiada Ci, co warto wykorzystać, a co jest słabe?
Marta Gabriel:
Z tym jest bardzo różnie, generalnie przy ilości utworów i muzyki, którą piszę, zawsze mogę sięgnąć po coś innego. Jestem bardzo krytyczna wobec siebie, i niech świadczy o tym fakt, że na płytę "Crimen Excepta" powstało około 70 utworów, a na płytę "Possession" około 50. Kiedy jestem już czegoś pewna i powstaje wersja demo utworu, to albo przechodzi to przez sito z naklejką "producent", którego zadaniem jest dopilnowanie, żeby wszystko działało tak jak trzeba, albo najpierw robimy wersję demo z zespołem i wtedy zajmuje się tym producent. To bardzo pozytywne zjawisko, muzycy i kompozytorzy często nie mają odpowiedniego dystansu do własnego materiału. Póki co taki system działania bardzo się sprawdza i generalnie każda decyzja, która zostaje podjęta, jest czymś podyktowana: to też nie jest tak, że producent mówi "macie zrobić tak i tak". Wszystko jest dyskutowane i wspólnie podejmujemy najlepszą decyzję, czy to dla danego utworu czy dla danego fragmentu. Aczkolwiek często zdarza się, że całkiem pierwsza wersja jest tą ostateczną.

Twoje zdanie jest decydujące jeśli chodzi o kwestie muzyczne, ale czy reszta załogi jest skłonna do komponowania i wspierania Cię w tym, czy raczej pracujecie wspólnie, ale już na gotowych Twoich pomysłach?
Marta Gabriel:
Częściowo odpowiedziałam na to pytanie przy poprzednim - póki co ja piszę całą muzykę i teksty. Nie jest to w żaden sposób narzucone czy wymuszone, wielokrotnie proponowałam kolegom z zespołu, żeby "dołożyli" się do komponowania, ale chyba odpowiada im obecny stan rzeczy, haha... Przy utworach oczywiście pracujemy wspólnie, cały zespół plus producent. Materiał jest tak długo urabiany, aż każdy jest zadowolony.

Epickie teksty zawsze były Twoją domeną. Jaką zatem wciągającą historię opowiadasz tym razem? Wcielasz się w różne role, co przychodzi ci z łatwością.
Marta Gabriel:
Chodzi Ci o nowy album?

Tak, dokładnie.
Marta Gabriel:
Cóż, gdybym opowiedziała o czym jest ta płyta, to byłoby trochę jak z opowiedzeniem zakończenia filmu komuś, kto ma zamiar go obejrzeć. Powiem Ci tak: jeżeli posłuchasz jakiegoś utworu z nowej płyty osobno, będzie po prostu zwykłym, pojedynczym utworem. Jeśli jednak masz oryginalne wydanie płyty z książeczką, to przed każdym tekstem znajdziesz krótkie wprowadzenie i wyjaśnienie. W przypadku "Possession" wszystko ma swój sens i swoje miejsce: począwszy od tekstów i tych krótkich historii, które zamieściliśmy w booklecie, przez grafikę z okładki, przez grafiki wykorzystanie w książeczce, aż do teledysku "Prophet Of The End". Wszystko łączy się w jedną, spójną całość i daje jeden, bardzo wyraźny przekaz. I generalnie tutaj posiadanie oryginalnego albumu wygrywa nad plikami mp3.

Okładka jest, moim zdaniem, najsłabszą ze wszystkich dotychczasowych, bo jest zbyt bajkowa, ale ma bezpośredni związek z tematyką płyty. Zawsze staracie się dobierać okładki tak, by były odzwierciedleniem zawartości płyty? Ta dziewczęca postać to Twoja inkarnacja?
Marta Gabriel:
Widzisz, wiele osób twierdzi, że to najlepsza okładka jaką mieliśmy, tak więc to chyba kwestia gustu. Prawda jest taka, że nie chcieliśmy popadać w schematy, chcieliśmy zrobić coś totalnie nowego i innego, stąd grafika w zupełnie innym stylu. Okładka powstała w ścisłej współpracy z nami. Prawie każdy utwór z płyty jest przedstawiony na tym obrazie, ma masę szczegółów, które zobaczysz dopiero po przeczytaniu tekstów i wstępów do nich. Postać z okładki to Julia, która jest inkarnacją wiedźmy o imieniu Sarah, którą mogłeś spotkać przy okazji poprzedniej płyty "Crimen Excepta". Zauważ, że ma na ramieniu znamię "Witch's Mark", a z kolei na łóżku siedzi nasz wilk, z okładki "Legends" czy singla "The Wolf And The Witch"... Takich szczegółów jest dużo więcej, no, ale nie będę zdradzała wszystkiego, nie będę psuła zabawy osobom, które zechcą się zapoznać z płytą.

Ta płyta to debiut nowego basisty, Michała. Jak nawiązaliście kontakt i czy jest szansa na długoterminową współpracę? Ponoć znaleźliście wspólny język i dogadujecie się świetnie. Na scenie już się sprawdził?
Marta Gabriel:
Michał generalnie zaczął współpracę z nami od skoku na głęboką wodę, dołączył do nas, kiedy promowaliśmy album "Crimen Excepta". Zanim weszliśmy razem do studia, pojechaliśmy wspólnie na koncerty m.in. do Danii, Niemiec, Hiszpanii i Szwajcarii, tak więc spędziliśmy razem trochę czasu w warunkach frontowych. Początkowo zastępował Tomka Worynę na koncertach, ale kiedy doszło do momentu, kiedy wiedzieliśmy, że Tomek już do nas nie wróci, Michał został oficjalnym członkiem zespołu. Tak, mam nadzieję, że możemy liczyć na długoterminową współpracę i jak najbardziej potwierdzam, że się świetnie dogadujemy. Ale z drugiej strony nigdy nie mów nigdy: każdy z muzyków Crystal Viper ma rodzinę, pracę, niektórzy mają dzieci. A jak wiadomo, życie stawia przed nami różne sytuacje - i nie zawsze wszystko da się pogodzić z zespołem.

Dlaczego Tomasz odszedł z zespołu? Nie śledziłem na bieżąco wydarzeń w obozie, więc przegapiłem ten moment. Był z Wami od drugiej płyty. Co się stało?
Marta Gabriel:
Tomek to świetny człowiek i zawsze będzie dla nas częścią ekipy Crystal Viper, przeżyliśmy masę świetnych chwil, zagraliśmy sporo wspólnych koncertów i zrobiliśmy wspólnie trzy albumy. Niestety musiał dokonać wyboru pomiędzy zespołem, a swoim życiem zawodowym i wybrał to drugie, co jest absolutnie zrozumiałe. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy myślą, iż granie w zespole to dopływ gotówki, ale zapewniam Cię, że jest zupełnie odwrotnie. Każdy z muzyków Crystal Viper ma regularną pracę i każdy ma swoje życie rodzinne. W momencie, kiedy musisz dokonać wyboru pomiędzy zespołem, a rodziną i pracą, wybierzesz to drugie, to logiczne. Nie mam tutaj konkretnie na myśli Tomka, ale mówiąc obrazowo, przestaje być wesoło, kiedy musisz wybrać między kupnem gitary, a zapłaceniem raty kredytu, albo pomiędzy kupieniem nowych strun, albo zapłaceniem rachunków - jak wygląda sytuacja gospodarcza w naszym kraju, chyba nikomu nie muszę tłumaczyć. Granie to luksus i bardzo drogie hobby, przynajmniej jeśli chodzi o heavy metal.

Wzorem płyt poprzednich, do nagrania „Possession” zaprosiliście gości. Jednym z nich jest legendarny Harry Conklin. Mieliście okazję współpracować razem w studio, czy jego partie były nagrywane gdzie indziej?
Marta Gabriel:
Z Harrym spotkaliśmy się chyba po raz pierwszy w Grecji. Graliśmy razem z zespołem Titan Force na jednym festiwalu. Potem spotykaliśmy się parę razy przy okazji innych koncertów, i generalnie cały czas utrzymujemy kontakt. Nagrał swoje partie w studio należącym do gitarzysty Jag Panzer, Marka, i przesłał nam nagranie, które zostało użyte w miksie naszej płyty.

Mija zaledwie miesiąc od premiery „Possession”, więc jest zbyt wcześnie by o tym mówić, ale jak album przyjęli fani, a jak prasa? Można już powiedzieć, że w porównaniu do poprzedniczek jest wzrost lub spadek zainteresowania zespołem?
Marta Gabriel:
Cytując klasyka: "jest chujowo, ale stabilnie". Żartuję, nie jest tak źle, ale nie powiedziałabym, że jest jakiś wzrost lub spadek zainteresowania. Płyta została przyjęta tak, jak wszystkie poprzednie: jednym się podoba, innym nie. Jedne recenzję są dobre, inne wręcz ekstatyczne, a inne po prostu złe. Nie da się zadowolić wszystkich, ale generalnie nie mamy takiego zamiaru ani aspiracji: robimy i nagrywamy muzykę, która nam się podoba, której sami chcielibyśmy słuchać, i która sprawia nam przyjemność. Staramy się być szczerzy w tym co robimy, nie kopiujemy innych, nie podążamy za trendami. Po prostu robimy swoje i będziemy robić to tak długo, jak się da.

Płytę promuje wspomniany już teledysk do „Prophet Of The End” z wątkiem fabularnym. Jak przebiegały prace na planie? To nietypowe dość zajęcie, ale chyba bardzo przyjemne.
Marta Gabriel:
Przyjemne, ale i męczące. Generalnie teledysk był kręcony podwójnie, ekipa filmowa osobno kręciła sceny fabularne, a osobno zespół. Oczywiście dostali wskazówki i wytyczne, co chcemy pokazać w teledysku, i jaką historię opowiedzieć. To musiało pasować do całego konceptu płyty. Teledysk kręciliśmy w Niemczech, z ekipą, która pomagała nam już przy poprzednim teledysku do utworu "Witch's Mark".

Gracie dużo koncertów na zachodzie, zjeździliście pół Europy i zagraliście na wielu ważnych festiwalach. Jak będziecie promować nowy album? Jest już rozpiska dużej trasy, no i czy jest szansa na kilka koncertów w Polsce?
Marta Gabriel:
To czy gdzieś gramy zależy wyłącznie od zainteresowania fanów i promotorów, czyli organizatorów koncertów, i sytuacja wygląda identycznie i w Polsce i za granicą. Jeśli chodzi o mnie to najchętniej grałabym 365 koncertów rocznie, ale to nie takie proste. Wiele osób pyta nas - kiedy zagracie tutaj, a kiedy tutaj. A prawda jest taka, że to nie zależy od nas i to my możemy zadać takie samo pytanie. Uwielbiamy grać, uwielbiamy koncerty, scena i publiczność dają nam energię i nas napędzają.

Nie wydaje Ci się to trochę dziwne, że polski zespół robi spore zamieszanie w całej Europie, a w Polsce nikt go nie docenia? Mam na myśli właśnie organizatorów koncertów i wiodące media. Nawet z kupnem płyty jest problem. Cała scena heavy to u nas kilka ciągle powtarzających się nazw. Z czego może to wynikać?
Marta Gabriel:
Może z braku zainteresowania? W Polsce od zawsze prym wiodły ekstremalne gatunki metalu, klasyczny heavy metal zawsze był spychany na bok, a czasem był nawet wyśmiewany. Nawet z zespołów klasycznie heavymetalowych robiło się swego czasu na siłę na przykład zespoły thrashowe. Nie zrozum mnie źle, ja absolutnie nie mam do nikogo pretensji, wszystko jest kwestią gustu - każdy powinien słuchać muzyki, jaka sprawia mu przyjemność i każdy, kto gra muzykę, powinien grać taką, jaką chce. My chcemy grać heavy metal, a jeśli przy okazji komuś się podoba to, co robimy, to jest nam bardzo miło. Gramy tam i dla tych, którzy chcą nas oglądać i słuchać.

Dobrze, że fani klasycznego grania nie muszą wcale daleko poza granice Polski wyjeżdżać, by zobaczyć na żywo swoich idoli. Jak wspominasz swój występ na jednej scenie z Manilla Road podczas festiwalu Metal Assault? Byłem tam i cała impreza była po prostu magiczna. Miałaś tremę przed „Flaming Metal Systems”?
Marta Gabriel:
Trochę tremy, ale więcej podekscytowania i adrenaliny. Przede wszystkim uwielbiam zespół Manilla Road, to był dla mnie ogromny zaszczyt. Występ na Metal Assault był bardzo improwizowany, bez próby czy przygotowywania.

To chyba nie był jedyny raz, kiedy zaśpiewałaś ten kawałek gościnnie z ekipą Sheltona, zgadza się? Marta Gabriel: Zgadza się, najpierw na Metal Assault, a potem dwa razy we wrześniu, kiedy Crystal Viper grał dwa koncerty z Manilla Road w Niemczech.

Jest jeszcze ktoś, z kim chciałabyś wystąpić?
Marta Gabriel:
Z kim chciałabym wystąpić? Chyba najbardziej z Mike'm Oldfield'em, to byłoby coś wielkiego. Co prawda to nie Metal, ale Oldfield jest jednym z moich ulubionych artystów.

No to teraz już zupełnie odbiegając od tematu... Jakiś czas temu zajmowałaś się projektowaniem kurtek i kostiumów skórzanych specjalnie projektowanych. W dalszym ciągu się tym zajmujesz, masz na to czas? Gdzie można takie gadżety kupić?
Marta Gabriel:
Z projektowaniem i szyciem wszystko zaczęło się właściwie dość dawno, bo kiedy powstał Crystal Viper - nie miałam się w co ubrać na scenę, a w sklepach nie było nic, co by mi się podobało. W wolnych chwilach szyłam dla siebie ubrania, a od czasu do czasu znajomi mnie prosili o zrobienie czegoś dla nich na występy. A że takich zapytań pojawiało się coraz więcej, postanowiłam otworzyć własną firmę, stworzyć własną markę Thunderball Clothing i w tym momencie jest to już moja praca. Mam własny sklep internetowy, w którym zawsze "wisi" kilka ciekawych rzeczy, aczkolwiek moja działalność opiera się głównie na projektowaniu i szyciu modeli customowych, czyli zgłasza się do mnie jakaś osoba, zazwyczaj są to muzycy, i ja dla takiej osoby projektuję i własnoręcznie szyję daną rzecz. Aczkolwiek nie pracuję ze wszystkimi, Thunderball Clothing to dla mnie kolejna możliwość uprawiania sztuki, wyżycia się artystycznie, więc jak ktoś mi przysyła gotowy projekt i pyta, czy go uszyję to odmawiam, bo to dla mnie ani żadne wyzwanie, ani przyjemność. Właściwie z projektowaniem i szyciem jest podobnie jak z muzyką, przychodzi ci coś go głowy i zaczynasz tworzyć i mówiąc szczerze, efekt końcowy daje mi mnóstwo satysfakcji, gdy widzę w co udało mi się przemienić kilka kawałków materiału. Ciekawych zapraszam do odwiedzenia strony Thunderball Clothing na Facebooku.

Zanim się pożegnamy, chciałbym zapytać, czy myślicie już o kolejnym albumie? Tempo Waszych prac jest imponujące, więc pewnie masz już w głowie kolejne pomysły? Czy w tym roku doczekamy jakiegoś nowego wydawnictwa z logo Crystal Viper?
Marta Gabriel:
Nie mówię tak, nie mówię nie. Jak zwykle nic nie planujemy i jesteśmy wdzięczni za każdą okazję którą stawia przed nami los. Tak więc nigdy nic nie wiadomo... Ja nadal piszę muzykę, nadal nagrywam. Co się z tym stanie? Czy będzie nowe wydawnictwo Crystal Viper? Może inny projekt lub inny zespół? Na ten moment nie wiem.

Życząc samych sukcesów i kolejnych udanych płyt i koncertów, proszę o kilka słów dla czytelników, aby zachęcić ich do sięgnięcia po „Possession”. Dzięki!
Marta Gabriel:
Bardzo dziękuje za poświęcony nam czas i wsparcie. Nie tylko my, ale każdy zespół naprawdę go potrzebuje. To fani są najważniejszą częścią muzycznej machiny, dziękujemy Wam, że jesteście.


Rozmawiał: Atrej

www.crystalviper.com
www.facebook.com/crystalviperofficial

© Brutaleast | Design by: LernVid.com