Cinis - Nowy rozdział...

O tym, że Podlasie i okolice Białegostoku to zagłębie dobrego death metalu nikogo uświadamiać nie trzeba. Zespołów dobrych i bardzo dobrych było tu od dawna jak grzybów po dobrym deszczu i ciągle scena ta zdaje się być silna, żywa i aktywna. Po kilka latach przerwy z nowym albumem puka do bram wielkiego świata Cinis, którego pierwsza płyta zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Odświeżony skład, odświeżone logo, ale ciągle stara, poczciwa deathmetalowa dusza. Pojawienie się nowej płyty było doskonałą okazją, by zapytać perkusistę Konrada o sprawy bieżące i najbliższe plany. A zapowiada się interesująco...


Dopiero co pojawił się Wasz drugi studyjny album, ale tak naprawdę w dalszym ciągu poszukujecie dla niego wydawcy, zgadza się? A może jednak ostatecznie zrezygnowaliście z tego? Poprzednim razem wydawało Was Old Temple.
Hej! Album pojawił się już kilka miesięcy temu i od tamtego czasu dotarł do wielu wydawców w kraju i za granicą. Jedyna sensowna oferta wyszła od Eryka (Old Temple) i to właśnie z nim zdecydowaliśmy się współpracować już po raz drugi.

Płyta została wydana całkiem profesjonalnie, chociaż bez tłoczonego krążka. Spieszyło się Wam chyba, żeby wypuścić ten album w jakiejkolwiek postaci i w końcu przerwać milczenie, co?
To, co trafiło do Ciebie, to tak jak za pierwszym razem „promo” przygotowane profesjonalnie w tłoczni, ale z racji małego nakładu wykonane jako CD-R. Wersja oficjalna będzie się różnić tym, że płyta będzie tłoczona i dojdzie najważniejsze - logo wytwórni. Co do przerywania milczenia, to na pewno chcieliśmy się podzielić ze wszystkimi tym albumem, lecz ciągle trwały jakieś prace i w sumie wyszło tak, że materiał nagrywaliśmy prawie dwa lata.

Od czasu pierwszego krążka minęło około pięciu lat. W tym czasie sporo się wydarzyło w obozie Cinis. W pewnym momencie nie było nawet pewne, czy zespół ciągle istnieje, czy jest w fazie zawieszenia. Jak to było? Przez co najmniej dwa lata chyba nie robiliście nic, prawda?
Można było odnieść takie wrażenie, ale my ciągle pracowaliśmy nad nowymi kawałkami i szlifowaliśmy stare. Próby gramy dość regularnie i chociaż ja na co dzień nie mieszkam już w Białymstoku, to staram się przynajmniej raz na dwa tygodnie pojawić się i pomielić z chłopakami kilka godzin. Tak jak wspomniałeś, sporo się zmieniło. Odszedł gitarzysta Sławek. Rafał (basista) wyjechał za granicę do pracy, ale spotykamy się dość często, aby wspólnie robić nowy materiał. Dzisiaj odległość nie jest już takim problemem jak jeszcze kilka lat temu. Samoloty są w coraz lepszych cenach, internet pomaga w dzieleniu się szkicami nowych pomysłów, które można poukładać w kompie, pobawić się rytmami czy wokalami i zaproponować reszcie jak się widzi poszczególne fragmenty.

Pojawiliście się po raz pierwszy od dawna na żywo w październiku 2011 roku i wtedy nastąpił też debiut wokalisty. Jak doszło do współpracy z Łukaszem?
Zgadza się. Do współpracy z Kretem doszło w klasyczny sposób. Po koncercie Othermind, gdzie Kret śpiewa do dzisiaj, Bielem zaproponował mu spróbowanie z nami, ponieważ już nie pierwszy raz zrobił na nas bardzo dobre wrażenie. Na początku Kret mówił, że on nie umie tak jak Lucek, że muza mu się podoba, ale że chyba nie podoła, ale jak słychać na płycie - nie miał racji.

Dokładnie, i wygląda na to, że dobrze się Wam współpracuje, skoro trwa to już kilka lat. Wydaje mi się, że Kret wniósł też trochę powiewu świeżości i dzięki jego wokalom, muzyka jest bardziej zróżnicowana. Takiego właśnie wokalisty szukaliście, czy wyszło tak raczej samo?
Gdy rozpoczynaliśmy współpracę, nie narzucaliśmy mu stylu, w jakim ma śpiewać. Twierdził, że linie wokalne na jedynce nie są za bardzo w jego klimacie i będzie komponował w innym stylu. Tak też się stało. Nie chcieliśmy, aby kogoś naśladował, albo robił coś pod nasze dyktando. Jedyne, o co go prosiliśmy, to w miarę dynamiczne śpiewanie, aby podbijać motorykę kompozycji. Cały zespół jest bardzo zadowolony z jego pracy i inicjatywy jaką się wykazał przy nagraniach albumu.

Dlaczego nie kontynuowaliście współpracy z Lechem, z którym nagraliście pierwszą płytę?
To wyszło dość naturalnie. Przed dołączeniem Kreta do ekipy, Lucek miał bardzo napięty grafik zarówno służbowy jak i rodzinny. Nie pojawiał się na próbach. Zdecydowaliśmy, że damy szansę Kretowi. Trzeba wspomnieć, że mamy z Luckiem bardzo dobry kontakt. Wspiera nas bardzo i w miarę możliwości jest na naszych koncertach i jest aktywnym słuchaczem. Ostatnio nawet z nami wystąpił w jednym numerze podczas koncertu z In Extremis.

Kolejną zmianą w składzie Cinis jest dojście drugiego gitarzysty - Macieja. To najmłodszy stażem członek zespołu, który jest jeszcze w dalszym ciągu świeżym nabytkiem. Jak wygląda jego wkład w nowe kawałki? Podejrzewam, że wszystko było gotowe, kiedy do Was dołączył.
Zgadza się. Maciek to dobrze znana postać w białostockim środowisku metalowym. Przewinął się, a może w większym czy mniejszym stopniu z jego inicjatywy działały takie zespoły jak Eileithyias (późniejsze Diseased gdzie również był wokalistą) czy Calm Hatchery. Maciek doskonale wpasował się w nasze szeregi. Ma olbrzymi potencjał i jest bardzo utalentowanym gitarzystą z otwartą na nowe pomysły głową. Ogrywamy już (czerwiec 2014) nowy utwór jego autorstwa. Gdy dołączył do składu, wszystkie kawałki były nagrane, ale udało mu się jeszcze wnieść do materiału swoją solówkę w „Future Imperfect”.

Wasi dawni gitarzyści są obecni na nowej płycie, chociaż nie są już w składzie. Dlaczego zdecydowaliście się wykorzystać pomysły Sławka i Roba? Były tak dobre, że szkoda było je zaprzepaścić?
Ze Sławkiem współpracowaliśmy ładnych parę lat i to dość naturalne, że jego riffy pozostały w utworach, które tworzyliśmy wspólnie. Odchodząc od nas nie zabrał riffów do kieszeni. Myślę, że to co stworzyliśmy w studio przypadło mu do gustu. Co do Roba-D, mimo jego nieobecności w Polsce, tak jak już wcześniej wspomniałem, w dobie szybkich internetów nie ma problemu, aby rozmawiać często, dzielić się nowymi pomysłami i podsyłać sobie podkłady. Tak też było w przypadku kawałka Index: a. Absurdity, którego szkielet i solo wykonał Robert.

Także część solówek jest jeszcze autorstwa Roba. Czy to znaczy, że uczestniczył on początkowo w komponowaniu nowego materiału?
Dwa utwory, pochodzące z naszego dema „Vile Angel” zostały nagrane na nowo. Solówki autorstwa Roberta na wspomnianym demo bardzo nam się podobały, więc chcieliśmy, aby były nagrane w podobnym klimacie, a że podczas rejestracji solówek z Marcinem Drakulą Sidzem Robert był w Polsce, zaprosiliśmy go do współpracy.

Ciekawostką jest także jeden kawałek, którego autorstwo przypisuje się Cyjanowi z Dead Infection, czyli to raczej nie przelewki. Niestety, jak na mój gust „Nothing” całkowicie odstaje od reszty kawałków i kompletnie nie pasuje do płyty. Skąd pomysł, by dołączyć go do tracklisty?
Ten kawałek to mój pomysł. Jestem wielkim fanem Dead Infection, więc korzystając ze znajomości ze Sławkiem, zapytałem go czy nie ulepiłby kilku riffów z myślą o nas. „Nothing” to dowód na to, że nie ma w naszych stosunkach jakiejś niezdrowej rywalizacji. Sławek zaprezentował nam riffy na jednej z prób, kopary nam opadły, zrobiliśmy aranże, później wokale i tak nagraliśmy piosenkę. Co do efektu to wiadomo, że o gustach się nie dyskutuje. Nam się podoba. Na koncerty to absolutny hit, przy którym nóżka tupie w rytmie upa upa upa upa.

Wykorzystanie riffów ex-gitarzystów to nie jedyne powroty do przeszłości. Wykorzystaliście też wcześniejsze teksty, jeszcze z materiału demo, trochę je przebudowując. Pasowały do idei całości, czy zabrakło pomysłów na coś nowego?
Ależ skąd - pomysłów nam nie brakuje. Idea była taka, że skoro wykorzystujemy utwory z dema, które chcieliśmy nagrać na nowo, to nie powinniśmy ot tak sobie całościowo zmieniać ich tytułów i tekstów. Teksty zostały delikatnie zmienione, tak aby pasowały do konceptu.

Teksty na debiucie i na „Subterranean Antiquity” to dzieło Michała Pawłowskiego. Kim jest ta tajemnicza postać, której powierzyliście tę istotną jednak dziedzinę w swojej działalności?
Michał to mój wieloletni przyjaciel, z którym poznałem się dołączając do białostockiego projektu Entropia (który nagrał jedno czteroutworowe demo i umarł śmiercią naturalną), ale przede wszystkim jeden z najlepszych anglistów jakiego znam. Michał obecnie gra na gitarze i śpiewa w post rockowym zespole Newspaperflyhunting, ale ciągoty do ekstremalnego łojenia mu pozostały i bardzo chętnie pisze teksty i komponuje sample do naszej muzy. Mamy podobne zdanie na wiele tematów, więc Michał dobrze wie o czym chcemy opowiedzieć w naszych utworach i pisze doskonałe liryki odnoszące się głownie do błędów popełnianych przez ludzi, używając wyszukanych porównań. Gorąco polecam przestudiować nasze teksty. Mamy nadzieję, że skłonią czytającego do zastanowienia się nad sensem ludzkiego postępowania.

Kwestie brzmienia, podobnie jak przy „The Last Days Of Ouroboros”, powierzyliście braciom ze studia Hertz, jednak nagrywaliście u nich tylko bębny. Reszta instrumentów i wokal to już robota kogoś innego. Względy finansowe zaważyły na tym jak się domyślam, prawda?
Nagrywałem perkusję do obu płyt Cinis w Studio Hertz. Z racji lokalizacji i kunsztu braci Wiesławskich byłoby nieporozumieniem szukanie innego studia. Znamy się od wielu lat. Praca z nimi to wielka przyjemność. To ludzie, którzy kochają swoją robotę, słuchają co kapela chce osiągnąć i sprawiają, że efekty są doskonałe. Potwierdzają to najlepsze składy metalowe na świecie, które korzystają z ich usług. Nagrywając bębny i chcąc uzyskać dobre, naturalne brzmienie, trzeba poświęcić sporo czasu na dobre ustawienie, ale również dysponować doskonale brzmiącym pomieszczeniem, a to wszystko znajdziesz w Hertzu. Gitary i wokale nagraliśmy z doskonałym realizatorem, Marcinem Sidzem, a całość została zreampowana oraz zmiksowana i zmasterowana w Studio Hertz, więc większość czasu jaki pracowaliśmy nad „Subterranean Antiquity” spędziliśmy w Studio Hertz.

jaki sposób zamierzacie dotrzeć do słuchaczy? Recenzje w podziemnych i bardziej popularnych magazynach nie załatwią za Was kwestii promocji. Do tego potrzebne są też koncerty gdzie się da. Wy grywacie raczej rzadko. Są szanse, na większą ofensywę jeszcze w tym roku?
Doskonale wiesz, jak bardzo w ciągu ostatnich kilku lat zmieniło się podejście do odbioru muzyki. Jest sporo coraz lepszych zespołów, a ich mnogość nie powoduje, że łatwiej się dobić do potencjalnego słuchacza, bo ten z powodu natłoku wiadomości typu: „Siema, obczaj nasz zajebisty materiał” ma coraz mniejszą ochotę na słuchanie nowości. Oczywiście musieliśmy udostępnić całą płytę do odsłuchania w internecie, bo bez tego nikt nie zaryzykuje nawet 5 złotych, aby kupić CD, nad którym pracowałeś nawet kilka lat i sporo Cię to kosztowało. To oczywiste, że nikt tej płyty u nas nie zamawiał i nie liczymy na odzyskanie zainwestowanych w cały proces pieniędzy, ale mamy nadzieję, że krążek i merch będą chętnie kupowane przez fanów lubiących death metal. Jeśli chodzi o koncerty to jesteśmy bardzo otwarci na propozycję grania wszędzie. Próbujemy wbijać gdzie się da, ale z metalowymi koncertami jest straszna bieda, a żeby zagrać u boku gwiazd z Polski czy świata, trzeba po prostu za to zapłacić będąc zespołem bez dużej przeszłości koncertowej.

A jak wygląda sprawa z dystrybucją? Macie swoją sieć, dzięki której będzie można dotrzeć do każdego, kto zechce kupić ten album?
Niedawno ruszył nasz sklep: www.cinis.8merch.com Znajdziecie tu obie nasze płyty oraz koszulki. Serdecznie zapraszamy.

Na koniec powiedz jeszcze o planach na przyszłość. Rozumiem, że promocja płyty w mediach podziemnych, pojedyncze koncerty, ale co w dalszej perspektywie? Może jakiś teledysk, trochę świeżego merchu. Elegancie koszulki już macie, ale większa trasa po Polsce, poszukiwania wydawcy za granicą etc.
Tak jak wspomniałem wyżej, pierwszy wzór koszulki jest już dostępny do kupienia. Jeśli będzie zainteresowanie, chętnie przygotujemy kolejne. Rozmawiamy z promotorami, aby wystąpić w nowych miejscach w Polsce i za granicą. Mamy wielką nadzieję, że wkrótce uda się te plany wcielić w życie. Co do wydawcy za granicą to oczywiście były rozmowy, ale jeśli już takowa ma miejsce, to na dzień dobry jesteś proszony o wyłożenie sporej sumy na promocję zespołu, więc wolimy tą promocję robić sami. Co do klipu to nie mamy ochoty robić klipu w ruinach i machać włosami, których nie mamy. Nasz basista Rafał jest grafikiem i pracuje obecnie nad stworzeniem obrazka troszkę innego. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

No i to tyle ode mnie. Na koniec proszę o tradycyjne słowa zachęty dla czytelników, czyli dlaczego warto Cinis znać. Dzięki!
Jeśli lubicie dobrze wyprodukowane death metalowe granie, to Cinis jest właśnie dla Was. Zapraszamy na naszego facebooka, gdzie znajdziecie wszystkie odnośniki do muzy i merchu. Wspierajcie polską scenę! Dzięki za wywiad! Pozdrowienia!


Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
www.facebook.com/cinisofficial
www.cinis.8merch.com

Autor: Atrej

 

© Brutaleast | Design by: LernVid.com